top of page

"Pacyfiści” | Czy Teatr Współczesny ma w swoim repertuarze tajną broń? [recenzja]

  • 2 dni temu
  • 4 minut(y) czytania

Teatralny sezon 2025/2026 powoli zmierza ku końcowi, ale jako widzowie zdecydowanie nie możemy narzekać, bo teatry wciąż serwują nam kolejne nowości. Tym razem wybrałam się na Scenę Główną Teatru Współczesnego, aby sprawdzić „Pacyfistów”. Spektakl ten intrygował mnie od samego początku, w dużej mierze za sprawą dość specyficznego plakatu, który... powiedzmy, że mocno przykuwa uwagę i zderza ze sobą elementy, jakich sama w życiu bym nie zestawiła. Ale dzisiaj nie będziemy analizować grafik, lecz rozmawiać o sztuce. I to sztuce naprawdę dobrej.


Początek tego spektaklu trochę skojarzył mi się z „Bogiem mordu”, którego widziałam jakiś czas temu w Teatrze 6. Piętro. Tam też mieliśmy dwie zaprzyjaźnione pary, które spotykają się, by porozmawiać o jakichś tam problemach swoich dzieci. W przypadku „Pacyfistów” mam jednak wrażenie, że sztuka jest znacznie bardziej wielowymiarowa, bogatsza w różnorodne emocje i <brakuje mi trochę słowa>, może... bardziej angażująca. Tak, to chyba odpowiednie słowo.


A o czym jest ten spektakl? Poznajcie naszych bohaterów. Aldona i Mariusz wpadają do Justyny i Juliana właściwie tylko na chwilę. Cel jest prosty: poinformować, że ich syn nie zjawi się na urodzinach najlepszego przyjaciela (syna gospodarzy). Z tej z pozoru błahej wymiany zdań błyskawicznie roznieca się zażarty spór, który zamienia salon w prawdziwe pole bitwy. Proste zdania zostają rozwinięte, a kolejne argumenty stają się coraz mocniejsze.


Pacyfiści Teatr Współczesny plakat

To, co najbardziej ujęło mnie w tekście Marka Modzelewskiego, to świetne tempo i swego rodzaju nieoczywistość całej formy. Bardzo podobał mi się zabieg, w którym twórcy nie zdradzają nam od razu, co jest faktycznym punktem zapalnym i powodem nieobecności chłopca na urodzinach. Ja też Wam teraz tego nie powiem, ale na dalszym etapie czytania na to uważajcie, bo taki spoiler będzie.


Co więcej, świetne jest to, że sztuka nie kręci się monotonnie wokół jednego tematu, a jako widz jesteśmy zaskakiwani kolejnymi podtematami. Dialogi płynnie i bardzo naturalnie meandrują wokół innych, ważnych i aktualnych społecznie kwestii. Pojawiają się wątki zmiany płci, molestowania, myślistwa czy dylematów moralnych związanych z graniem przez aktorkę w filmie, gdzie pojawiają się sceny seksualne z małoletnim. Dzięki temu mamy szeroki przekrój tematów i nie ma mowy o jakiejkolwiek monotonii. Czas mija tu błyskawicznie, a napięcie genialnie rozładowują bardzo trafione, naprawdę zabawne żarty.


Pierwszy akt kończy się bardzo mocnym, zaskakującym uderzeniem. Zgodnie z moją zasadą - nie zdradzę nic więcej, by nie psuć Wam zabawy, ale tak, przyznaję, że byłam w szoku.


Pacyfiści Teatr Współczesny kadr ze sztuki

źródło: mat. Teatru Współczesnego, fot. Radosław Krzyżowski


UWAGA SPOILERY!

To już teraz mogę powiedzieć, że tematem zapalnym jest fakt, że syn gospodarzy ma świętować swoje urodziny na strzelnicy. Wydaje się to raczej nic specjalnego, ale rzeczywiście jest to spory problem dla Aldony i Mariusza, którzy są przeciwni zabawom z bronią. W pierwszym akcie poznajemy ich stanowisko, słuchamy argumentów. Widzimy, że chcą oni kulturalnie i bezboleśnie omówić ten temat z Justyną i Julianem. Bardzo dobrze skonstruowany jest pierwsz akt i nie dość, że wchodzimy w cały temat spektaklu to mamy szansę lepiej poznać bohaterów i zrozumieć ich podejście.


W drugim akcie przenosimy się na wspomnianą strzelnicę. I to było dla mnie niezwykle miłe zaskoczenie. W tego typu konstrukcjach teatralnych zazwyczaj mamy do czynienia z jednością miejsca i czasu. Bohaterowie po prostu siedzą w jednym salonie i rozmawiają przez dwie godziny. Tutaj przeskakujemy w czasie i trafiamy w sam środek urodzinowej imprezy. To bardzo trafione urozmaicenie, które daje sztuce nowy oddech i energię.


Pacyfiści Teatr Współczesny kadr ze sztuki

źródło: mat. Teatru Współczesnego, fot. Barbara Ojrzeńska


Mam w tym momencie jednak drobny zarzut do tej części spektaklu. O ile pierwszy akt był świetnie wyważony, o tyle w drugim twórcy zaserwowali nam istny kalejdoskop problemów, zrzucając na głowy widzów odrobinę za dużo „trupów z szafy”. Bez zdradzania kluczowych spoilerów: pojawiają się tu wyciągnięte z przeszłości dawne romanse i niewygodna chemia, skomplikowane tajemnice rodzinne (w tym wątki orientacji seksualnej i nadużyć), a nawet... stare, rzekomo przypadkowe postrzały na polowaniach. Każdy z tych tematów jest na tyle ciężki, że upchnięcie ich wszystkich naraz sprawia wrażenie lekkiego przeładowania. Myślę, że pozbycie się dwóch tematów już by trochę odciążyło ten akt i pozwoliło skupić się na pozostałych punktach zapalnych.


Liczba wypunktowanych trudności nie jest wielkim problemem, kiedy na deskach teatru mamy bardzo wysoki poziom aktorski. Ta sztuka na pewno nie byłaby aż tak udana, gdyby nie świetna obsada. Monika Krzywkowska (Justyna) jest absolutnie rewelacyjna. W drugim akcie wyraźnie wychodzi na prowadzenie, całkowicie przejmuje stery i kradnie scenę dla siebie. W pierwszym akcie spokojnie buduje swoją postać, aby w kolejnym już całkowicie błyszczeć. Uwielbiam również Agnieszkę Suchorę w roli Aldony. Ma w sobie całą gamę emocji. Stara się być wyważona, delikatna, odpowiednio dobierać słowa, ale nie chce unikać trudnych tematów. Bardzo dobrze partneruje jej Mariusz Jakus, który w tej całej sytuacji jest bardziej zmieszany i on powoduje, że na twarzy widza pojawia się niewymuszony uśmiech.


Do kreacji Wojciecha Malajkata na początku zupełnie nie mogłam się przekonać. Wydawał mi się nieco sztuczny i przerysowany w swoich ruchach. Z czasem jednak zrozumiałam, że taki właśnie jest charakter jego specyficznego bohatera i ten zabieg miał sens. Mimo wszystko chętnie porównałabym Juliana w wykonaniu Jacka Braciaka.


Pacyfiści Teatr Współczesny kadr ze sztuki

źródło: mat. Teatru Współczesnego, fot. Radosław Krzyżowski


Podsumowując: „Pacyfiści” to mocna, inteligentna i świetnie zagrana tragikomedia, która bezlitośnie obnaża hipokryzję i to, jak nasze wielkie, deklarowane wartości zderzają się z niewygodną rzeczywistością. To sztuka, która świetnie balansuje dając zarówno uśmiech, zaskoczenie, jak i punkty do zastanowienia i głębokich rozmyślań. Wielowymiarowość sprawia, że nie możemy się nudzić, a kilka mocnych scen zostaje z nami na długo po wyjściu z teatru. To sztuka, którą polecam Wam obejrzeć i ocenić samodzielnie.



Dziękuję za #zaproszenie

KulturoNIEznawczyni


Podoba Ci się moja twórczość?

Zobacz, jak możesz wesprzeć moją stronę!

postaw kawę - baner

tagi: Pacyfiści Teatr Współczesny recenzja, kultura, sztuka, relacja, opinia, opinie, czy warto, na co do teatru, najlepsze sztuki, najlepsze komedie, strona o teatrze, recenzje teatralne, krytyk teatralny, krytyk literacki, kulturoznawczyni, kulturonieznawczyni

Komentarze


bottom of page