"Starzyński" - Teatr Syrena | Ominął mnie emocjonalnie [recenzja]
- 2 dni temu
- 4 minut(y) czytania
Wielokrotnie zdradzałam Wam na łamach strony, że w szkole nigdy nie miałam szczęścia do porywających nauczycieli historii. Najważniejsze daty i wydarzenia nadrabiałam później sama będąc dorosła, ale wciąż mam świadomość, że ta dziedzina nie jest moją najmocniejszą stroną. Dlatego właśnie tak chętnie wybieram sztuki, które mają szansę dać mi nową wiedzę, zainspirować i zachęcić do głębszego wczytania się w konkretny temat. Kiedy usłyszałam, że postać Stefana Starzyńskiego zostanie ubrana w formę musicalu, byłam niesamowicie otwarta i podskórnie czułam, że to może być coś fantastycznego. Niestety, moje oczekiwania boleśnie rozminęły się z rzeczywistością. Z mojej perspektywy to jeden ze słabszych tytułów, jakie widziałam w Teatrze Syrena. A szkoda.
Musical jest luźno inspirowany książką „Starzyński. Prezydent z pomnika” Grzegorza Piątka. Tu od razu przyznaję, że tej książki nie czytałam. Wrzucam ją na długą listę lektur do przeczytania, choć ponownie nie ukrywam, że z książkami historycznymi u mnie różnie bywa. Jak jest zbyt dużo szczegółów i wchodzenie w detale, to się gubię i tracę zainteresowanie. Warto znać swoje upodobania i to akurat mi wychodzi. Gorzej, jak widać, z czytaniem literatury faktu. No... ale nie o tym dzisiaj. Tak chyba trochę odwlekam opisanie moich wrażeń po spektaklu, bo bardzo lubię Syrenę i trudno mi tak wprost napisać, że ten spektakl do mnie zupełnie nie trafił.

Zacznę od tego, że wszystko tutaj to tylko i wyłącznie moje spostrzeżenia i cieszyć się będę, jeśli Wasze odczucia po obejrzeniu tej sztuki będą zupełnie inne. Wierzę mocno, że dużą część publiczności wyszła zadowolona z tego musicalu. Mój największy zarzut wobec tego spektaklu to absolutny brak emocjonalnego zaangażowania. Całość po prostu mnie nie poruszyła, a historie omijały mnie szerokim łukiem. Nie potrafiłam w nie wejść, ani w nie uwierzyć.
Miałam wrażenie, że twórcom nieco zabrakło pomysłu na spójny scenariusz i reżyserię. W efekcie otrzymaliśmy na scenie zlepek nie do końca wiążących się ze sobą scen. Każda z nich była w trochę innym stylu, przez co całość wydawała się mocno pocięta. Spektakl zdecydowanie nie porwał mnie ani muzyką, ani scenariuszem, ani choreografią, ani historią, ani emocjami.
Ciekawym i bardzo trafionym pomysłem było za to wplecenie w fabułę motywu Zaduszek. Stały się one pretekstem do przywołania fragmentów „Dziadów” Adama Mickiewicza. Szkoda tylko, że takie perełki ginęły w ogólnym narracyjnym chaosie. Niewiele dowiedziałam się też o samym Starzyńskim, a wątek Gestapo, który zakładałam, że będzie tu kluczowy, sprowadzono do ról wręcz trzecioplanowych.

źródło: mat. Teatru Syrena
To, co działo się w warstwie muzycznej, zupełnie mnie nie kupiło. Liczyłam na zanurzenie się w klimacie lat 30., może jakieś szlagiery, może pieśni o charakterze wojskowym - coś, co osadziłoby mnie w epoce. Zamiast tego słyszymy gigantyczny wręcz miszmasz. Bywają piosenki nieco bardziej w klimacie, ale przeplatane są utworami, które zupełnie mi do tego musicalu nie pasowały. I to wszystko przez to traci na spójności i klimacie.
Cała warstwa dźwiękowa nie miała dla mnie wiele wspólnego z czasami, w których dzieje się akcja. Słyszymy techno, pop i rap (ten ostatni zupełnie do mnie w tym wydaniu nie trafiał). Miałam okropny problem ze skupieniem się na samych tekstach podczas śpiewu. A tak w ogóle, czy tylko ja miałam wrażenie, że utwór "Dziwny ogród" to wypisz wymaluj melodia z "Mario, czy Ty wiesz?".

źródło: mat. Teatru Syrena
Przejdźmy do obsady, bo tutaj dzieją się rzeczy bardzo ciekawe. Julia Bielińska wcielała się w trzy postaci, ale skupię się na Syrenie. Była w tej roli wyśmienita! Cóż za wokal, cóż za wykonania! Jej sceny były niesamowite i autentycznie poruszające. Problem polega na tym, że to ona absolutnie skradła całe show. Patrząc na nią, pomyślałam, że może warto byłoby po prostu zrobić spektakl o samej Syrenie (w końcu jesteśmy w Teatrze Syrena, więc można o tym pomyśleć). Fakt, że ta postać kradnie show to jednak spory zgrzyt, gdy w sztuce o Prezydencie Starzyńskim największe wrażenie robi postać poboczna. Przynajmniej tak sądzę.
No właśnie. A jak tam ze Starzyńskim? Przemysława Glapińskiego zawsze doceniam za jego aktorstwo i umiejętności wokalne. I tu również był świetny warsztatowo. Nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń do odtwórcy tytułowej roli. Według mnie Glapiński zrobił wszystko najlepiej jak się dało, a zawiódł jednak materiał, który otrzymał. Muzycznie brakowało mu energii i przejmujących wykonań solowych. Do momentu przedostatniej, w końcu chwytającej za serce piosenki, z jego strony wiało muzyczną nudą.
Czuję się właśnie jak taka krytyczka, która siedzi z naburmuszoną miną i wskazuje palcem - to nie tak, to chcę inaczej, to mi się nie podoba. Ughhh... czuję się z tym fatalnie.

źródło: mat. Teatru Syrena
Podczas jednej sceny światła reflektorów, które padają na widownię są zdecydowanie za mocne. To taki rodzaj światła, który bardzo nieprzyjemnie oślepia i sprawia, że widzowie zamykają oczy albo odwracają wzrok. Nie wpływa to dobrze na odbiór tej sceny, wiec tu polecałabym jednak zmniejszenie intensywności tego rozpraszacza.
Na sam koniec zostawiłam jednak ogromny plus: finał. Ostatnia scena jest wręcz niesamowita. Trzaski, ogień, potężne dźwięki - to stworzyło wyrazisty, emocjonalny i wspaniały efekt końcowy. Warto to podkreślić, bo ostatnia scena faktycznie wybrzmiała. Szkoda tylko, że cała poprzedzająca ją fabuła nie budowała napięcia, by na ten finał w pełni zapracować.

źródło: mat. Teatru Syrena
Podsumowanie Starzyński Teatr Syrena recenzja
Z ciekawości przejrzałam po spektaklu pierwsze, w większości pozytywne recenzje tego tytułu. Jak zdążyliście zauważyć, mam jednak zupełnie inne odczucia. Mnie ten musical po prostu nie kupił, nie porwał i ominął mnie emocjonalnie. Zabrakło spójności i konsekwencji. Historię Starzyńskiego spróbuję nadrobić, sięgając po książkę Grzegorza Piątka, którą na pewno wkrótce przeczytam. Tym razem z Syreny wyszłam nieporuszona, ale wierzę, że niebawem twórcy w tym teatrze ponownie mnie zachwycą, bo czynili to już wielokrotnie.
Wszystkim Was, którzy jeszcze nie byli na "Starzyńskim" i postanowili sobie czytaniem recenzji popsuć wyjście, wciąż bardzo zachęcam, aby kupić bilet. Pamiętajcie, że ja się nie znam, więc zdecydowanie sprawdzajcie każdą sztukę na własne oczy. Nikt nie zrobi tego lepiej od Was samych!
KulturoNIEznawczyni
Podoba Ci się moja twórczość?
Zobacz, jak możesz wesprzeć moją stronę!
teatr: Starzyński Teatr Syrena recenzja, opinia, opis, opinie, streszczenie, czy warto, o czym jest, recenzje, premiera, syrena, teatr, musical, teatr muzyczny, spektakl muzyczny, wrażenia, kto gra, kulturonieznawczyni, kulturoznawczyni, krytyk teatralny warszawa, recenzje spektakli, recenzje sztuk teatralnych, strona o teatrze


!["Next to normal" Teatr Syrena porusza trudny temat [recenzja]](https://static.wixstatic.com/media/f75ff7_ce4872142d0d4d9fb8b70e99c60e1019~mv2.png/v1/fill/w_412,h_589,al_c,q_85,enc_avif,quality_auto/f75ff7_ce4872142d0d4d9fb8b70e99c60e1019~mv2.png)
!["Bitwa o Tron" Teatr Syrena | Czas na wolną elekcję! [recenzja]](https://static.wixstatic.com/media/f75ff7_f6808a7984444c018786aedc3a5fed1c~mv2.png/v1/fill/w_412,h_589,al_c,q_85,enc_avif,quality_auto/f75ff7_f6808a7984444c018786aedc3a5fed1c~mv2.png)
Komentarze