top of page

"Coś tu nie gra" - Och Teatr | Polityka czy erotyka? Boleśnie proroczy tytuł [recenzja]

  • 12 minut temu
  • 5 minut(y) czytania

Tytuł tej farsy, wyreżyserowanej przez Krystynę Jandę, okazał się w moim przypadku idealnym podsumowaniem całego wieczoru. Rzeczywiście, na scenie Och-Teatru coś nie zagrało. Dzisiaj będę głośno myśleć, zastanawiać się i szukać elementów, które wpłynęły negatywnie na mój odbiór tej sztuki. Niestety bowiem zamiast błyskotliwej komedii pomyłek, dostałam spektakl, o którym najprawdopodobniej nie będę pamiętać już za dwa miesiące. A przecież nie o to mi chodzi, kiedy wybieram się do teatru.


"Coś tu nie gra" po krótkim opisie na stronie teatru brzmi jak rewelacyjna farsa, w której wielka polityka zderza się z prowincjonalnym absurdem amatorskiego teatru. Raymond Bream - kandydat na najwyższy urząd w państwie, przybywa do swojego rodzinnego miasta, aby w lokalnym domu kultury wygłosić przełomowe przemówienie wyborcze. Właściwie ma je wygłosić gdzieś indziej, ale tak wychodzi, że finalnie przemówienie ma się odbyć w tym samym budynku, w którym amatorska trupa teatralna akurat przygotowuje się do swojej premiery. W sztuce tej gra brat bliźniak prawdopodobnej przyszłej głowy państwa. Dodatkowo, polityczni przeciwnicy wysyłają sabotażystów, by za wszelką cenę skompromitować kandydata. Rozpoczyna się chaos pełen nieporozumień, przebieranek i zderzenia dwóch kompletnie różnych światów. W teorii brzmi super.


"Coś tu nie gra" - Och Teatr plakat

Farsa polityczna, która stała się farsą seksualną

Warto zaznaczyć, że akcja sztuki osadzona jest bodajże w Kanadzie, na zaledwie kilka dni przed wyborami. Na scenie obserwujemy gorącą kampanię, w której liberalno-lewicowy kandydat (w tej roli Mirosław Kropielnicki), którego sztabem dowodzi Josée (Maria Seweryn), staje do walki z urzędującą, prawicową panią premier (Ewa Florczak). Ten polityczny zarys, tak mocno i celowo rezonujący z naszą polską rzeczywistością, zapowiadał się naprawdę obiecująco.


Bardzo podobał mi się sam zamysł zderzenia wielkiej kampanii wyborczej z prowincjonalnym teatrem. Niestety, moje nadzieje szybko legły w gruzach. Zamiast inteligentnej satyry pełnej politycznych smaczków, aluzji i punktowania przywar polityków, otrzymaliśmy farsę... czysto seksualną. Wątki wyborcze bardzo szybko rozmywają się i schodzą na dalszy plan, całkowicie ustępując miejsca tanim, erotycznym podtekstom. A tego w banalnych komediach we wszelkich popularnych teatrach mamy aż nadto.


"Coś tu nie gra" Och Teatr kadr ze sztuki recenzja

źródło: mat. Och Teatru


Pierwszy akt był dla mnie trudny do przebrnięcia. W wielu momentach czułam po prostu ciary żenady. Autorzy sztuki najwyraźniej uznali, że jeśli brakuje pomysłu na inteligentny żart, to wrzucą wszechobecną, wymuszoną seksualizację i jakoś to będzie. Ehhh... po co, po co, po co?


Kaliber humoru? Reżyserka-lesbijka, która w ferworze emocji przejęzycza się i mówi słowo „mineta” zamiast „minuta”. Oczywiście po kilku sekundach znajomości zaczyna przystawiać się do Josée - typowe negatywne stereotypy. Do tego przerysowany jak stąd do kosmosu równie stereotypowy gej, biegający po scenie w damskich ciuchach, czy postać aktorki „seks-maszyny” (Mimi), która potrafi małym palcem ocenić i skomentować przyrodzenie napotkanego mężczyzny. Dodajmy do tego, że dwójka przeciwników politycznych zostaje wzięta za homoseksualną parę, więc też udają związek, choć jednemu z nich do tego bardzo wpada w oko Mimi.


Nie zrozumcie mnie źle, ale chodząc do teatru kilkadziesiąt razy w roku zdążyłam już określić swój gust i bardzo, bardzo trudno mi znaleźć komedie, które nie bazują na podtekstach czy przebieraniu się mężczyzn w damskie ubrania. To jest najbardziej banalne, proste, często infantylne zamiast śmieszne podejście do komedii w teatrze. Są fani takich sztuk i dobrze. Niech będą, bo każdy ma prawo mieć swój gust i preferencje, ale ja w komediowych spektaklach szukam jednak czegoś bardziej skomplikowane i wysublimowanego. To, o czym wspomniałam to kabaretowy poziom, od którego w teatrze po prostu uciekam. Liczyłam na coś znacznie bardziej wysmakowanego, a dostałam najtańsze chwyty. Szkooooda. Powtórzę to jeszcze raz - potencjał na świetną farsę polityczną był, ale gdzieś się rozmył przez seksualizację niemalże wszystkich postaci.


"Coś tu nie gra" Och Teatr kadr ze sztuki recenzja

źródło: mat. Och Teatru


Fabularne dziury? Coś tu nie gra Och Teatr recenzja

Kolejna sprawa to spójność logiczna. Jeśli dobrze rozumiem, mamy XXI wiek. Żyjemy w dobie wszechobecnych smartfonów, wysyłania głosówek i lokalizacji GPS. Tym posługują się nasi bohaterowie. Tymczasem reżyserka i aktorzy nie mają pojęcia, jak wyglądają twórcy ich własnej sztuki, i omyłkowo biorą za nich dwóch przypadkowych chłopaków. Mówią, że śledzą ich losy, wiedzą, że panowie wzięli ślub, a jednak nie wiedzą, jak wyglądają.


Scenografia również nie pomaga w budowaniu iluzji. Jest dość nijaka, nie urzeka i sprawia wrażenie zbioru przypadkowych przedmiotów, które nie budują żadnego spójnego klimatu. Trochę tego, trochę tamtego. Dla mnie brakuje tu wejścia w świat tych postaci.


"Coś tu nie gra" Och Teatr kadr ze sztuki recenzja

źródło: mat. Och Teatru


Aktorskie koła ratunkowe: Seweryn i Kropielnicki

Żeby nie było, że tylko narzekam - spektakl ma swoje jasne punkty, a dokładniej: świetnych aktorów, którzy jakoś pchają ten wózek. Już niejednokrotnie pisałam o Marii Seweryn. W tej sztuce jest ona absolutnym promyczkiem. Bardzo dobra rola od pierwszej do ostatniej minuty. Jest tutaj zupełnie inna niż w swoich dotychczasowych komediowych kreacjach w Och-Teatrze. Udowadnia (podobnie jak w genialnym „Na pierwszy rzut oka” w Teatrze Polonia), że jest aktorką najwyższej klasy. To ona w mojej ocenie ratuje pierwszy akt.


Mirosław Kropielnicki jako Raymond/Roland Bream wchodzi na wyższy poziom w drugiej części spektaklu. Scena wywiadu z dziennikarzem, podczas której bohater ma ukrytą słuchawkę w uchu, to zdecydowanie najmocniejszy, najlepiej zagrany i najśmieszniejszy fragment w całej sztuce. Przydałoby się więcej takich scen. Na pewno duże brawa należą się Mirosławowi Kropielnickiemu za udźwignięcie tych postaci i dużą intensywność.


"Coś tu nie gra" Och Teatr kadr ze sztuki recenzja

źródło: mat. Och Teatru


Drugi akt faktycznie miał kilka dobrych żartów, ale w ogólnym rozrachunku było ich zdecydowanie mniej niż więcej. W dobrej komedii liczę na śmiech przez cały spektakl, a nie tylko przez kilka fragmentów po przerwie. Szkoda mi też niewykorzystanego potencjału wielu aktorów, którzy na scenie się przewijają, ale ich postaci nie są wystarczająco ciekawe, aby zatrzymać przy sobie uwagę widza. Zakończenie sztuki jest również bez większego wyrazu. Zabrakło jakiegoś mocnego wybuchu czy satysfakcjonującej puenty, która pozostała by z nami na dłużej.


Podsumowując: „Coś tu nie gra” to spektakl w mojej ocenie bardzo przeciętny. Potencjał wyjściowy był znacznie większy, ale został pogrzebany przez słaby, podszyty erotyzmem humor. Jak jednak zawsze powtarzam - sztuka to kwestia niezwykle subiektywna. To, co u mnie wywołuje lekkie ciary żenady, kogoś innego może bawić do łez. Dlatego niezmiennie polecam iść, zobaczyć na własne oczy i wyrobić sobie swoją własną opinię. Moją już znacie i nią bym się nie przejmowała. Znowu wychodzi ze mnie smerf maruda i tyle.


"Coś tu nie gra" Och Teatr kadr ze sztuki recenzja

źródło: mat. Och Teatru


Zdecydowanie łatwiej mi zachwycić się dramatem lub musicalem niż komedią. Wciąż na palcach jednej ręki mogę zliczyć komedie, które mnie szczerze bawiły i śmieszyły. W większości jest podobnie jak przy "Coś tu nie gra",


W tym momencie warto więc przypomnieć dwie perełki, do których myślami często wracam. "Prapremiera dreszczowca" grana właśnie w Och Teatrze - sztuka, która wygrała moje Podsumowanie 2025 roku. Śmiałam się na niej do łez! Druga, niestety już nie jest grana, a szkoda. "Niezwyciężony" na 6. Piętrze to było coś!


KulturoNIEznawczyni


Podoba Ci się moja twórczość?

Zobacz, jak możesz wesprzeć moją stronę!

postaw kawę - baner

tagi: Coś tu nie gra, Och Teatr recenzja, spektakle warszawa, komedia, spektakl komediowy, komedia, sztuki Warszawa, teatry w Warszawie, spektakle, blog o teatrze, strona o teatrze, recenzje teatralna, opinia, ocena, opis, o czym jest, czy warto obejrzeć, kulturoznawczyni, kulturonieznawczyni, pozdrawiamZosięjeślitoczytasz

Komentarze


bottom of page