top of page

"Upiór w kuchni" - Teatr Kamienica próbuje dorównać Kobrze. Bez sukcesu [recenzja]

  • 25 kwi
  • 4 minut(y) czytania

Przenoszenie na deski teatru legendarnych tytułów, które tysiące, a może nawet miliony Polaków kojarzą z cyklu „Kobra” i genialnych ról Ireny Kwiatkowskiej, to zawsze stąpanie po cienkim lodzie. „Upiór w kuchni” w Teatrze Kamienica reklamowany jest jako komedia z dreszczykiem, łącząca kryminał z angielskim humorem. Czy jednak udało się odtworzyć tę słynną magię, która oczarowała widzów w 1993 roku? Mam co do tego spore wątpliwości.


„Upiór w kuchni” to jedna z najpopularniejszych komedii z cyklu telewizyjnych przedstawień, którą wciąż możemy obejrzeć zupełnie za darmo na platformie TVP VOD. W 1993 roku, kiedy miała swoją premierę, nie było mnie jeszcze na świecie. To oczywiście żadna wymówka, ale przed pójściem do Teatru Kamienica celowo nie nadrabiałam tego klasyka. Postanowiłam, że nie będę sobie spoilerować intrygi, dlatego nagranie telewizyjne obejrzałam dopiero po wizycie w teatrze. Z perspektywy czasu uważam, że była to dobra decyzja, bo mogłam ocenić sztukę z zupełnie czystą kartą. Oczywiście, jeśli kultową wersję z Ireną Kwiatkowską i Hanną Śleszyńską macie już dawno za sobą, to takich trudnych decyzji podejmować po prostu nie musicie.


"Upiór w kuchni" - Teatr Kamienica  plakat

O czym jest „Upiór w kuchni”? - krótkie streszczenie

To historia dwóch na pozór uroczych i nieszkodliwych kobiet – matki i córki (Laura i Cynthia) – które prowadzą jednopokojowy pensjonat w małej miejscowości. Sielankowa atmosfera to jednak tylko przykrywka dla makabrycznego zajęcia właścicielek. Panie zajmują się bowiem „ułatwianiem życia” swoim gościom poprzez wysyłanie ich na tamten świat. Intryga zagęszcza się, gdy w domu pojawiają się niezapowiedziani goście i dociekliwa policja, która zaczyna domyślać się, że coś w kameralnym pensjonacie dzieje się nie tak.



Trudne początki i aktorski brak chemii

Muszę przyznać szczerze i bez pisania naokoło: pierwszy akt rozkręca się baaardzo wolno. Pierwsze 30 minut to był dla mnie solidny kryzys i wręcz walka o przetrwanie, mimo że kawę przed spektaklem wypiłam w kawiarni obok. Całość zwyczajnie idzie opornie, a brak tempa sprawia, że trudno wkręcić się w tę opowieść.


Mój największy problem dotyczył jednak obsady. Andżelika Piechowiak w roli córki wypadła dla mnie bardzo sztucznie – nie czułam, żeby „niosła” ten spektakl swoją energią. Z kolei Maria Pakulnis, aktorka o ogromnym dorobku, tutaj wydała mi się pozbawiona charyzmy, której tak bardzo wymaga postać matki. Między tymi dwiema aktorkami zupełnie nie czuć chemii, która w takim duecie jest przecież kluczowa.


"Upiór w kuchni" - Teatr Kamienica  kadr ze sztuki

źródło: mat. Teatru Kamienica


Jasnym punktem pierwszej części był dla mnie Sebastian Konrad. Jego mimika jest absolutnie świetna i to on dostarczył mi najwięcej uśmiechu podczas oglądania tych pierwszych, dość mozolnych fragmentów.


Na plus zasługuje też bardzo sprytnie zaaranżowana scenografia – na niewielkiej powierzchni udało się stworzyć wielopomieszczeniową przestrzeń, co było trudnym zadaniem. Efekt jest bardzo udany – mamy kilka pomieszczeń, co pozwala nam na szybkie przemieszczanie się wraz z bohaterami sztuki po zakamarkach pensjonatu.


Ratunek w drugim akcie Upiór w kuchni Teatr Kamienica recenzja

Na szczęście po przerwie sytuacja ulega znacznej poprawie. Drugi akt jest o wiele lepszy, żywszy i wreszcie zaczyna się tu coś dziać. Duża w tym zasługa Michała Pieli, który swoim pojawieniem się dodał spektaklowi energii, której tak bardzo brakowało wcześniej. Akcja przyspieszyła, dialogi stały się bardziej celne, poprawił się kontakt pomiędzy bohaterami, a całość w końcu zaczęła przypominać komedię.


Niestety, nawet lepsze tempo nie zmienia faktu, że w spektaklu jest dla mnie za mało lekkości i humoru, ale też za mało grozy. Jak na „komedię z dreszczykiem”, dreszczy było tu jak na lekarstwo. Śmiechu niewiele więcej.


"Upiór w kuchni" - Teatr Kamienica  kadr ze sztuki

źródło: mat. Teatru Kamienica


Teatr Kamienica vs Teatr Telewizji (1993)

Dla pełnego obrazu, po obejrzeniu spektaklu postanowiłam nadrobić legendarną wersję Teatru Telewizji z 1993 roku, w której w rolach głównych widzimy Irenę Kwiatkowską i Hannę Śleszyńską. Niby ten sam spektakl, niemal te same dialogi i akcja, a różnica jest kolosalna. Ktoś może powiedzieć, że nie da się podrobić Ireny Kwiatkowskiej. I owszem, z tym się zgadzam. Ale moim zdaniem ten spektakl jest świetny przede wszystkim dzięki Hannie Śleszyńskiej. To jedna z najlepszych ról tej aktorki, jakie kiedykolwiek widziałam


Hanna Śleszyńska od początku jest fenomenalna – delikatna, zabawna, nieco kokieteryjna, lekko infantylna, ale z ogromną charyzmą. To ona robi ten wstęp. W tym przypadku nie ma mowy o przymykających się oczach. Wchodzimy w spektakl i od początku zaczyna się budowanie klimatu. Tego w Kamienicy zupełnie nie poczułam.


Dodatkowo, Między Śleszyńską a Kwiatkowską jest niesamowita energia. Dwie aktorki są zgranym, choć dziwnym zespołem. W Kamienicy między Pakulnis i Piechowiak tego powiązania nie czuć i to jest główny mankament tej produkcji. Każda z pań jest osobnym bytem i w żadnym momencie nie czuć takiego powiązania jakie obserwujemy w sztuce reżyserowanej przez Janusza Majewskiego.


"Upiór w kuchni" - Teatr Kamienica  kadr ze sztuki / Teatr Telewizji 1993

Upiór w kuchni (1993), vod


Warto wspomnieć o zakończeniu. Wersja w Teatrze Kamienica ma zmienioną końcówkę i to rozwiązanie bardziej mi się podoba. Panie wychodzą z całej opresji bez szwanku, co daje pozytywny, surrealistyczny wydźwięk. Wersja telewizyjna kończy się zwycięstwem policji, co odbiera tej historii trochę jej „czarnego” uroku. W tym przypadku więc plus dla Kamienicy, ale mimo tego szala całości przechyla się na stronę Kobry.


Podsumowując: „Upiór w kuchni” w Kamienicy to spektakl nierówny. Jeśli przetrwacie trudną pierwszą połowę, drugi akt wynagrodzi Wam to kilkoma uśmiechami, ale do poziomu klasyka z 1993 roku sporo tu brakuje.



KulturoNIEznawczyni


Podoba Ci się moja twórczość?

Zobacz, jak możesz wesprzeć moją stronę!

postaw kawę - baner

tagi: Upiór w kuchni Teatr Kamienica recenzja, teatr telewizji, spektakle Kamienice, spektakle komediowe, 2025, 2026, komedia warszawa, bilety, recenzje, opinia, opis, opinie, recenzje, czy warto, na co do teatru, krytyk teatralny warszawa

Komentarze


bottom of page