top of page

"Kofman. Podwójne wiązanie", a emocje wielokrotne | Nowy Teatr [recenzja]

  • 16 godzin temu
  • 4 minut(y) czytania

Do Nowego Teatru wchodzę zazwyczaj z pewnym bagażem oczekiwań, notatkami w głowie i moją fit owsianką do skonsumowania w przerwie spektaklu. Kojarzę to miejsce z teatrem Krzysztofa Warlikowskiego – specyficznym, trudnym, często może wręcz hermetycznym i... długim. Cztery czy nawet pięć godzin w teatrze to zdecydowanie nie są przelewki. Bardzo lubię to miejsce; jest ono zawsze dla mnie inspirujące, a wychodząc mam ogrom przemyśleń i emocji w sobie. Tym razem jednak poszłam na coś innego - spektakl „Kofman. Podwójne wiązanie” w reżyserii Katarzyny Kalwat. I muszę Wam powiedzieć jedno: podobało mi się. Serio.


Zacznę od tego, że trochę bałam się, że będzie to jakieś „nadmuchane” dzieło, że zrobią z tajemniczej Kofman postać pomnikową, do której bez doktoratu z filozofii nie ma co podchodzić. A co faktycznie dostałam? Historię, która zaprasza widza do środka, zakładając (bardzo słusznie), że większość z nas o Sarze Kofman nie wie praktycznie nic. I to jest takie bardzo dojrzałe wejście do tej historii. Otworzenie drzwi i zaproszenie do środka. Nie trzeba zdejmować butów, można usiąść wygodnie. Reżyserka sama przyznała, że przez długi czas swojego życia o Kofman również nie słyszała. Dobrze, że jednak w końcu na tę postać trafiła, bo dzięki temu widzowie Nowego Teatru mogli doświadczyć niesamowitej sztuki.


"Kofman. Podwójne wiązanie" Nowy Teatr

Kim była Sarah Kofman? Kofman. Podwójne wiązanie Nowy Teatr recenzja

Zanim przejdę do zachwytów nad Mają Ostaszewską, warto przyjrzeć się tytułowej postaci. Kim w ogóle była bohaterka tego wieczoru? Sarah Kofman to francuska filozofka i eseistka, postać nietuzinkowa, może wybitna, choć niedoceniona. Jej życie to gotowy scenariusz na film (lub jak widać - spektakl).


Urodziła się w Paryżu w rodzinie polskich Żydów. Jej dzieciństwo to trauma wojny, rozpięta między dwiema ulicami i dwiema matkami. Tą biologiczną – ubogą, ortodoksyjną Żydówką, i tą przybraną – wykształconą Francuzką, która ukrywała ją podczas okupacji. Kofman całe życie zmagała się z pękniętą tożsamością, poczuciem winy po śmierci ojca w Auschwitz i próbą zdefiniowania samej siebie w męskim świecie filozofii. To historia o byciu „pomiędzy”, o braku bezpiecznego miejsca na świecie i o cenie, jaką płaci się za przetrwanie. To opowieść o szukaniu siebie, swojego miejsca na Ziemi, swojego prawdziwego "ja".


"Kofman. Podwójne wiązanie" Nowy Teatr kadr ze sztuki

źródło: mat. Nowego Teatru


W rolę głównej bohaterki, ale też narratorki całego opowiadania wciela się Maja Ostaszewska. I jest to rola wybitna – spójna, przemyślana, pozbawiona tanich chwytów. Nie ma tu wielkich wybuchów i pościgów, ale wewnątrz postaci kipi od emocji. Ostaszewska gra miejscami oszczędnie, ale w punkt. To rola, której nie można dać za dużo, za mocno, za bardzo. To wyczucie u tej aktorki sprawia, że dostajemy postać, która wygląda bardzo prawdziwie.


Niezwykle podobały mi się sceny, gdzie była nieco dalej od centrum akcji – np. siedząc na ławce, oddalona od swoich matek, a jednak wciąż będąca sercem tej opowieści. Jest trochę z dala od tego wszystkiego, a jednak wciąż w środku przedstawianej sytuacji.


Genialnym zabiegiem reżyserskim jest wprowadzenie na scenę małej dziewczynki na rolkach (w tej roli Alicja Strojek). Wszystko tu było jasne i klarowne – to symbol utraconego dzieciństwa, inności, tej małej Sarah, która wciąż tkwi w dorosłej kobiecie. Ukazanie też, że jesteśmy wciąż w młodzieńczych latach bohaterki. Kiedy Ostaszewska i Strojek są na scenie razem, widzimy tę ciągłość traumy i dorastania.


"Kofman. Podwójne wiązanie" Nowy Teatr kadr ze sztuki

źródło: mat. Nowego Teatru


Spektakl to też koncert gry aktorskiej Marii Maj i Małgorzaty Hajewskiej-Krzysztofik. Maria Maj jako matka biologiczna jest szorstka, wymagająca, a jednocześnie na swój sposób ciepła. Zależy jej na córce, ale też jest w tym wszystkim pogubiona. Hajewska-Krzysztofik jako matka przybrana (Francuska) hipnotyzuje elegancją, zauważalną powagą i chłodem. Z drugiej strony jej zachowanie w stosunku do mężczyzny nieco niszczy cały budowany przez nią obraz kobiety wyważonej i z klasą.


Te dwie kobiety walczą o duszę dziecka, każda „dla jego dobra”, a w rzeczywistości każda w pewien sposób uzależnia je od siebie. To psychologiczny klincz, z którego Kofman nigdy się nie wyzwoliła. Spektakl pokazuje to w sposób niezwykle przejmujący – scena nauki francuskiego, długa i niespieszna, w której nic nie przyspiesza, a aktorzy mają swój czas, to mistrzostwo budowania napięcia. To też jedna z moich ulubionych scen z tego spektaklu.


"Kofman. Podwójne wiązanie" Nowy Teatr kadr ze sztuki

źródło: mat. Nowego Teatru


Co mnie najbardziej urzekło? To, że twórcy nie poszli na łatwiznę. Po przeczytaniu opisu na stronie można się nieco obawiać, że w Nowym Teatrze dostaniemy mocny, feministyczny manifest z dużą ilością nagości i drastycznymi obrazami z Auschwitz. Tymczasem reżyserka Katarzyna Kalwat poszła swoją drogą. Owszem, temat zagłady i feminizmu jest obecny, ale jako tło dla osobistej historii. Nie jest to przesadzone, nie wychodzi na pierwszy plan, reżyserka nie podporządkowuje temu całej historii. To bardzo ważne, bo w centrum wydarzeń wciąż stoi człowiek.


Dla mnie to konkretne wyjście do teatru było też niezwykle odkrywcze. Tylko dzięki wizycie w teatrze poznałam historię Kofman. Postaci, o której w życiu nie słyszałam. Szansa, że natknęłabym się na jej nazwisko w inny sposób, była zapewne mniejsza niż 1 procent. Teatr otworzył mi drzwi do nowego świata, pozwolił zanurzyć się w biografii kogoś obcego, kto po dwóch godzinach stał się mi bliski. Zrobiono to wszystko nienachalnie, z wyczuciem, bez patosu.


Podsumowanie

„Kofman” to spektakl pasjonujący psychologicznie, wciągający i niezwykle pochłaniający. To oddech i świeżość w repertuarze Nowego Teatru. Jeśli boicie się długich i trudnych sztuk Krzysztofa Warlikowskiego – idźcie na tę. Jest ułożona, nieprzekombinowana, poruszająca i po prostu mądra.


Wychodząc ze sztuki dramatycznej często czuję się przejęta, zainspirowana, poruszona. Z komedii wychodzę „tylko” uśmiechnięta. I choć uśmiech jest ważny, to te głębsze emocje sprawiają, że teatr zostaje we mnie na dłużej. „Kofman. Podwójne wiązanie” zostanie we mnie na bardzo długo.


Spektakl dedykowany jest pamięci wspaniałej aktorki Ewy Dałkowskiej, którą miałam okazję wielokrotnie podziwiać na deskach tego teatru. Pani Ewy już z nami nie ma, ale pamięć o niej będzie trwać.



Dziękuję za #zaproszenie!

KulturoNIEznawczyni


Podoba Ci się moja twórczość?

Zobacz, jak możesz wesprzeć moją stronę!

postaw kawę - baner

tagi: Kofman. Podwójne wiązanie Nowy Teatr recenzja, dramat, kultura, najlepsze sztuki teatralne, warszawa, na co do teatru, na co iść do teatru, sztuki z Mają Ostaszewską, w jakim teatrze gra Maja Ostaszewska, kulturonieznawczyni, kulturoznawczyni, krytyk teatralny, krytyk literacki,

Komentarze


bottom of page