"Anioły i demony" - Dan Brown | Sensacyjny Watykan i przyspieszone tętno [recenzja]
- 8 godzin temu
- 5 minut(y) czytania
Dan Brown. Tak, ten Dan Brown. Każdy zna, każdy czytał. Ale czy ja miałam okazję czytać wcześniej powieści jednego z najsłynniejszych amerykańskich pisarzy? No nie. No właśnie. A skoro odpowiedź brzmiała „nie”, to nie było innej możliwości, jak w końcu to zmienić. Sięgnęłam losowo, trafiając na „Anioły i demony”, i tak oto zaczęła się moja przygoda z literaturą sensacyjną autorstwa Browna. Teraz już doskonale rozumiem, dlaczego ten pisarz jest tak znany, popularny i doceniany na całym świecie. „Anioły i demony” to po prostu świetna, wciągająca, niezwykle przemyślana, oryginalna i pełna zwrotów akcji powieść.
Jeśli jest wciąż tutaj ktoś, kto zupełnie nie wie, o czym opowiada powieść "Anioły i Demony", to teraz kilka słów dla Was. Tylko uważajcie, bo już samo streszczenie tej książki niesamowicie zachęca do sięgnięcia po jej pełną treść. Ughh... przynajmniej ja tak miałam.

"Anioły i demony" - streszczenie Anioły i demony Dan Brown recenzja
Wszystko zaczyna się od brutalnego morderstwa w szwajcarskim ośrodku badawczym CERN i kradzieży antymaterii - niezwykle niebezpiecznej substancji o niewyobrażalnej sile rażenia. Na klatce piersiowej ofiary morderca wypala tajemniczy, symetryczny znak Iluminatów - starożytnego, tajnego bractwa, które od wieków uchodziło za największego wroga Kościoła katolickiego. Aby rozwikłać zagadkę tego symbolu, do akcji wkracza Robert Langdon, harwardzki wykładowca i wybitny ekspert od ikonografii.
Akcja błyskawicznie przenosi się do Watykanu, gdzie za zamkniętymi drzwiami trwa właśnie konklawe po nagłej śmierci papieża. Sytuacja staje się krytyczna, gdy okazuje się, że skradziona antymateria została ukryta gdzieś na terenie Państwa Kościelnego i działa jak tykająca bomba zegarowa. Co gorsza, w tajemniczych okolicznościach znika czterech głównych kandydatów do objęcia tronu Piotrowego (tzw. preferiti). Tajemniczy zamachowiec grozi, że co godzinę będzie brutalnie mordował jednego z kardynałów w innej części Rzymu, a dokładnie o północy cały Watykan wyleci w powietrze.
Langdon, wspierany przez inteligentną i zdeterminowaną włoską fizyczkę Vittorię Vetrę, musi rozszyfrować starożytną Ścieżkę Oświecenia - zapomniany szlak zaszyfrowany w architekturze, sztuce i rzeźbach Berniniego. Rozpoczyna się szaleńczy wyścig z czasem przez tajne archiwa, podziemia, rzymskie kościoły i katakumby, w którym stawką jest nie tylko życie porwanych duchownych, ale i przetrwanie samego serca Kościoła katolickiego.

źródło: Anioły i demony (2009), filmweb
Książka bazuje na wydarzeniach, które same w sobie tworzą niesamowicie gęsty klimat. No bo jak inaczej określić Watykan, Rzym, całe Włochy i trwające właśnie za zamkniętymi drzwiami konklawe? To wydarzenie, które ma w sobie pewnego rodzaju „magię” - choć może słowo magia, postawione tuż obok twardych zasad religii, to nie jest najtrafniejszy wybór. Mimo wszystko, na pewno wiecie, o co mi chodzi.
Sam pomysł na powieść jest g e n i a l n y. Cała otoczka konklawe jest z mojej perspektywy niesamowicie ciekawa, a co dopiero w momencie, gdy ktoś zaczyna czyhać na życie głównych kandydatów na papieża. Dodajmy do tego inteligentnych głównych bohaterów, ciekawe postaci drugoplanowe, sporą dozę fizyki, czy ogólnie mówiąc nauki i mamy mieszankę wybuchową. Dosłownie. Choć tego wybuchu Langdon i Vetra chcą bardzo uniknąć. Ale czy im się to uda?
Dawno temu oglądałam film na podstawie tej książki. Wtedy jeszcze oczywiście nie znałam wersji Dana Browna. Nie pamiętam z tej ekranizacji jakoś szczególnie wiele; w głowie jednak mam kilka pojedynczych scen, które wywarły na mnie widocznie największe wrażenie. Sprawdziłam szybko na swoim koncie na Filmwebie i okazało się, że dałam "Aniołom i demonom" aż dziewięć punktów na dziesięć możliwych. Ulalala! To zdecydowanie nie są przelewki. Niemal maksymalna nota to ocena, którą przyznaję bardzo, bardzo rzadko. I jak widać coś w tej opowieści jest, bo nie dość, że film bardzo mi się podobał, to i książka okazała się strzałem w dziesiątkę.

źródło: Anioły i demony (2009), filmweb
Wielki plus należy się Brownowi za świetnie nakreślone postaci. Można je polubić, można im szczerze kibicować. Mają swoje charaktery, swoje wady i konkretne cechy, które sprawiają, że czujemy, iż oni naprawdę żyją. To nie są jakieś szybkie, papierowe twory pisane na kolanie, jak to niestety często ma miejsce chociażby w niektórych książkach Remigiusza Mroza. Robert Langdon jest świetnie napisaną postacią - ogarnięty, inteligentny i po prostu dający się lubić. A myślę, że ta książka bez bohatera, któremu się kibicuje, straciłaby urok.
Akcja pędzi tu tak mocno, że chwilami miałam wrażenie, iż główny bohater ma jednak nieco zbyt dużo siły. Ale może to całe to zamieszanie sprawiło, że bohaterowie musieli włączyć szósty bieg. Nie jest to więc coś, co jakoś szczególnie mi przeszkadzało podczas czytania. Co ważne, rozdziały są bardzo krótkie. Widząc, że kolejny ma raptem 2-3 strony, kończysz jeden i automatycznie, z rozpędu zaczynasz następny. To na pewno przyspiesza czytanie.
Z mojego punktu widzenia, pierwsza część książki jest znacznie lepsza. Historia wkręciła mnie maksymalnie od pierwszej strony, ale sama końcówka już mniej mnie zachwyciła Niemniej wiem, że już często tak mam, że przy finale mój zapał nieco opada. Finał historii potrafi jednak mocno zaskoczyć, więc fani nagłych zmian i plot twistów będą więcej niż zadowoleni.

źródło: Anioły i demony (2009), filmweb
Największą siłą tej powieści są świetnie poprowadzone wątki, zagadki i historyczne ciekawostki. Pisarz wrzuca Langdona w sam środek spisku, a potem po prostu wciska przycisk „jeszcze szybciej”. Cała narracja i poszczególne elementy tej układanki chodzą precyzyjnie jak szwajcarski zegarek. Kolejne zagadki, porywani preferiti, walka z uciekającym czasem, szukanie antymaterii, obrazy, pomniki, tajemnicze kaplice. Dzieje się tu bardzo dużo. To co uwielbiam to jednak atmosfera. Świetnie zbudowany jest klimat Rzymu. Kropka.
Pojedyncze zdania i zwroty po włosku wypowiadane przez bohaterów - niby nic wielkiego, a dodaje to mnóstwo realizmu. Mamy mapę na początku książki i jasny zapis, że wszystkie wykorzystane w fabule miejsca są prawdziwe. I w tym miejscu pochylam głowę na znak szacunku dla Dana Browna. Pisarz niezwykle skrupulatnie wnika w tworzoną przez siebie historię. Nie wymyśla nierealnych miejsc, a jego rozeznanie w tematach religijnych, symbolach, architekturze, czy nawet fizyce jest bardzo rzetelne i sprawdzone. To na pewno coś, co wyróżnia powieści Dana Browna. Byłam tego świadoma jeszcze przed sięgnięciem po tę książkę, ale czytając "Anioły i demony" mój podziw rósł i rósł.
Co bardzo istotne, informacje o miejscach religijnego kultu, monumentach, obrazach czy rejonach Włoch i Watykanu są podawane delikatnie, przy okazji. Nie ma nachalnego narzucania czytelnikowi suchej wiedzy encyklopedycznej. Zwracam na to uwagę, bo jestem właśnie w trakcie czytania najnowszej powieści Browna, czyli „Tajemnicy tajemnic”. Tam historia dzieje się w Pradze i niestety, momentami czuję się, jakbym czytała przewodnik turystyczny po mieście. Tam ten zabieg jest nieco przesadzony, za to w „Aniołach i demonach” został trafiony idealnie w punkt - dodaje klimatu, ale nie przytłacza.

źródło: Anioły i demony (2009), filmweb
Dan Brown ma niesamowity talent do sprawiania, że czytelnik nagle zaczyna interesować się symbolami, tajnymi stowarzyszeniami i architekturą bardziej, niż kiedykolwiek by planował. Dodatkowo potrafi wykorzystać klimat miejsc oraz wydarzeń i wydobyć z nich wszystko co najlepsze i najbardziej pasujące do sensacji.
Cała ta historia po prostu płynie, a kartki kolejnych zapisanych stron są przewracane w szaleńczym tempie. Człowiek otwiera tę książkę dla mocnej sensacyjnej opowieści, a kończy ją z nieodpartą ochotą zapisania się na wykład z historii sztuki. To duża umiejętność, aby nie przytłoczyć sztuką, lecz umiejętnie ją wykorzystać. To się Brownowi udało idealnie.
KulturoNIEznawczyni
Podoba Ci się moja twórczość?
Zobacz, jak możesz wesprzeć moją stronę!
tagi: Anioły i demony Dan Brown recenzja, Streszczenie, opis, opinia, recenzja, recenzje, o czym jest, kultura, sztuka, opinia krytyka, recenzje literackie, recenzje książek na zamówienie, kulturonieznawczyni, kulturoznawczyni, powieści Dana Browna, film Anioły i demony a książka

![Harlan Coben - "Tylko jedno spojrzenie", ale znacznie więcej absurdów [recenzja]](https://static.wixstatic.com/media/f75ff7_85d2b483a091459a85fcbbbd63b3dc24~mv2.jpg/v1/fill/w_300,h_479,al_c,q_80,enc_avif,quality_auto/f75ff7_85d2b483a091459a85fcbbbd63b3dc24~mv2.jpg)


Komentarze