top of page

"Tajemnica Tajemnic" | Najgorsza powieść Dana Browna? [recenzja]

  • 1 dzień temu
  • 4 minut(y) czytania

Tytuł tego artykułu mógłby zwiastować dogłębną analizę całej twórczości Dana Browna. Uspokajam - nic z tych rzeczy. Nie czytałam wszystkich powieści tego autora, nie mam aż takiej wiedzy, by się w to dzisiaj wgłębiać, bo większość dzieł Browna znam głównie z popkultury i filmowych adaptacji. Niedawno zaczytywałam się w „Aniołach i demonach”, które absolutnie mnie zachwyciły od pierwszej do ostatniej strony. Na fali tego entuzjazmu postanowiłam pójść za ciosem i sięgnąć po nowszą książkę tego pisarza, licząc na powtórkę z rozrywki. Niestety, mój zawód był ogromny. „Tajemnica Tajemnic” jest po prostu… zwyczajnie nudna.


W „Aniołach i demonach” akcja dzieje się podczas konklawe w niesamowicie klimatycznym Watykanie i na obszarze Rzymu. Tutaj, w "Tajemnicy Tajemnic", wraz z głównym bohaterem, Robertem Langdonem, przenosimy się do Pragi. I jasne, Praga może nie ma aż takiej spektakularnej „magii” jak Watykan w trakcie wyboru papieża, ale przecież to nie powinien być żaden problem. Ciekawa historia obroni się wszędzie.


"Tajemnica Tajemnic" Dan Brown okładka recenzja

Mój główny zarzut będzie dziwny, ale prawdziwy. Szczególnie na początku książki czułam się tak, jakbym czytała fragmentami przewodnik po czeskich zabytkach, a nie rasową powieść sensacyjną. Te wszystkie opisy nie są wplatane w akcję tak naturalnie i płynnie jak w innych powieściach Browna. Tu sprawiają wrażenie wepchniętych na siłę, jakby autor za wszelką cenę chciał zbudować w oczach czytelnika klimat miejsca. U mnie efekt był odwrotny - byłam tymi fragmentami po prostu potwornie zmęczona. Czułam, że jest to takie na siłę. A to złe odczucie.



Halo? Co się stało z Langdonem? Tajemnica Tajemnic Dan Brown recenzja

To, co uwierało mnie równie mocno, to drastyczna zmiana w zachowaniu głównego bohatera. W „Aniołach i demonach” Langdon to bystry, analitycznie myślący gość. Rozwiązuje zagadki, drąży temat i owszem, czasem się myli, ale przede wszystkim - myśli. Jak widzimy, że ktoś myśli, to jakoś inaczej się do takiej osoby podchodzi. Można się mylić, można popełniać błędy, ale niech to wynika z jakichś procesów myślowych. Nawet te błędne obliczenia są lepsze od pustych strzałów. Taka jest moja opinia. I tu wchodzi właśnie temat postawy Langdona w "Tajemnicy Tajemnic".


Robert staje się w tej powieści okropnie infantylny. Działa pod wpływem impulsów i emocji, zupełnie przestaje analizować fakty. Rzuca się dosłownie do Wełtawy, bo ma takie „przeczucie”. Jedzie w miejsce, w które ewidentnie chcą go zwabić wrogowie, i nawet przez sekundę nie zastanawia się, że to może być pułapka. Jest pozbawiony racjonalnych, sensownych przemyśleń, co na dłuższą metę staje się strasznie frustrujące. Szczególnie w momencie, gdy czytelnik zdążył Langdona poznać, polubić, zrozumieć jego sposób myślenia, a tu dostaje kogoś zupełnie pozbawionego wnikliwej analizy faktów.


"Tajemnica Tajemnic" Dan Brown recenzja książek

źródło: Inferno (2016), filmweb.com


Golem i chmura myśli

Sama historia jest niestety mało angażująca, naciągana i po prostu nijaka. Bardzo trudno było mi się w nią wczuć. W ogóle nie kupiłam motywu Golema - zupełnie mnie ta postać nie przekonała i jakoś tak hmmm... mało obchodziła. A już sam fakt, że tak niewiele o nim wiemy, wcale mnie nie zaciekawił. Znika partnerka Langdona, pojawia się kilka dziwnych postaci. Niektórzy mają ze sobą romans, inni decydują się na porwania. Jedni uciekają, innych mordują. Taka sensacja. Z tradycyjnego stylu Browna, który tak cenię, ostały się tu właściwie tylko naukowe ciekawostki oraz fakt, że akcja toczy się w realnie istniejących miejscach.


Poszukajmy jednak pozytywów, bo zawsze takowe gdzieś da się znaleźć. Najmocniejszym punktem "Tajemnicy Tajemnic" jest wątek książki partnerki Langdona, Katherine Solomon, wybitnej noetyczki. Tematyka jej badań wydała mi się naprawdę intrygująca. Są to badania - w wielkim skrócie i uproszczeniu - dotyczące tego, jak nasze mózgi mogą łączyć się z pewnego rodzaju chmurą. To świetny, bardzo świeży motyw, ale to za mało, by uratować całość.


"Tajemnica Tajemnic" Dan Brown recenzja książek

źródło: Kod da Vinci (2006), filmweb.com


Mam twardą zasadę, że zawsze kończę książki, które zaczynam. Na palcach jednej ręki mogę zliczyć takie, które zaczęłam i nie dałam rady skończyć. Niestety Dan Brown sprawia, że ta liczba powiększa się o jeden. Mówiąc wprost - p o l e g ł a m. Doczytałam "Tajemnicę Tajemnic" do 80. rozdziału i po prostu nie dałam rady. Czułam znużenie, stratę czasu i musiałam ostatecznie przerwać lekturę. Tak mnie ta książka wyprowadziła z pozytywnej aury czytania, że zrobiłam sobie tydzień bez sięgania po jakąkolwiek lekturę.


Co ciekawe, ta książka zrobiła małe tournée po mojej rodzinie i… poległa na każdym froncie. Mój brat, który nie jest jakimś wielkim czytelnikiem, porzucił ją na 32. rozdziale. Początkowo to trochę zignorowałam, zwalając to na jego ogólne podejście do czytania. Kiedy jednak moja mama w okolicach 90. rozdziału stwierdziła, że to po prostu nudna książka, wiedziałam, że coś jest na rzeczy. Ewidentnie ten tytuł nie oczarował mnie ani mojej rodziny. Nie oznacza to, że Wy będziecie równie zawiedzeni, więc zdecydowanie zachęcam, abyście "Tajemnicę Tajemnic" sprawdzili samodzielnie.


Żeby tak negatywnie nie kończyć podaję Wam link do artykułu z książką, którą kiedyś prawie porzuciłam, a finalnie okazała się jednym z moich największych literackich odkryć.


KulturoNIEznawczyni


Podoba Ci się moja twórczość?

Zobacz, jak możesz wesprzeć moją stronę!

postaw kawę - baner

tagi: Tajemnica Tajemnic Dan Brown recenzja, Dan Brown książki, Robert Langdon powieści, ekranizacja, film, streszczenie, opis, kolejność, recenzje, opinie, czy warto czytać, krytyk literacki, recenzje książek

bottom of page