"Romeo i Julia" pozbawieni uczuć, miłości i namiętności | Opera Narodowa [recenzja]
- 7 godzin temu
- 4 minut(y) czytania
Romeo i Julia to jedna z najsłynniejszych par świata. Napisano, nagrano, skomponowano i opowiedziano ich historię już na setki, a może i tysiące różnych sposobów. Nie zmienia to jednak absolutnie nic i wciąż historię zakochanych, kolejni twórcy chcą opowiadać nam na nowo. Dla tej pary wybrałam się do Opery Narodowej. Szykowałam się na klimatyczną klasykę, a w torebce przygotowane miałam chusteczki na otarcie łez wzruszenia. Jednak... nie były one potrzebne.
Jeśli mówiąc o Romeo i Julii widzicie oczami wyobraźni Julię w zwiewnej sukience, ukrytą gdzieś wśród zieleni drzew ogrodu Kapuletich, wypatrującą swojego Romea z urokliwego balkonu, to trzymajcie wodze fantazji i szybko pohamujcie swoje rozpędzone konie. W wersji reżyserowanej przez Barbarę Wysocką, młodzi zakochani ukazani są w zupełnie inny sposób. Jako "stara dusza" bardzo nad tym ubolewam, bo to, co zaserwowano nam na potężnej, warszawskiej scenie nie ukuło mnie emocjonalnie. A największy mój ból polega na tym, że doskonale czułam, że twórcom w ogóle na ukłuciu emocjonalnym widza nie zależało. To, co zrobiono z nową inscenizacją „Romea i Julii”, to w moim odczuciu potężne pudło. Niestety.

Już plakat może sugerować, w którą stronę poszli twórcy. Czy może być bardziej nijaki, pozbawiony emocji plakat dla "Romea i Julii", niż ten, który promuje tę operę? Pewnie może. Ale ten na pewno byłby wysoko w konkursie. Do samego plakatu nic nie mam. Jest estetyczny i przede wszystkim bardzo dobrze pasuje do tego, co obserwujemy na scenie.
Dla porządku przypomnijmy sobie rdzeń tej historii. Francuska opera, z librettem opartym na kultowej tragedii Williama Szekspira, w której dwa zwaśnione rody - Kapuleti i Monteki - toczą ze sobą nieustanny spór. W samym środku tego konfliktu, podczas balu maskowego, rodzi się nagłe, potężne i całkowicie zakazane uczucie między dwojgiem młodych ludzi z wrogich obozów. Romeo i Julia decydują się na potajemny ślub, naiwnie wierząc, że ich miłość pogodzi rodziny. Zamiast tego dochodzi do krwawych porachunków, wygnania Romea i desperackiego planu ojca Laurentego z użyciem usypiającego eliksiru. Nieszczęśliwy splot wydarzeń sprawia jednak, że próba oszukania przeznaczenia kończy się ostateczną tragedią w rodzinnym grobowcu.

źródło: mat. Opery Narodowej, fot. K. Bieliński
Gdzie podziały się emocje? Romeo i Julia opera narodowa recenzja
Reżyserka, Barbara Wysocka, postanowiła odczytać tę klasyczną historię jako opowieść o współczesnym świecie - pełnym podziałów, narastającego konfliktu i przemocy. I to byłby całkiem ciekawy zabieg, gdyby twórcy po drodze nie zapomnieli, o czym tak naprawdę opowiadają. Miłość spychają gdzieś na trzeci plan, a to niedopuszczalne, kiedy w tytule mamy najsłynniejszą na świecie parę zakochanych.
Otrzymaliśmy Romea i Julię całkowicie wypranych z uczuć, a przecież ta historia bez emocji zwyczajnie nie istnieje. Kompletnie tego nie kupuję i nawet nie próbuję bronić tej wersji. Dialogi między kochankami potwornie mnie nudziły, wydawały się płaskie i nijakie. Zabrakło mi chemii, w którą mogłabym uwierzyć, i pasji, która pchnęła tych dwoje do ostateczności. Już po sobie widzę, że piszę tę recenzję po tym, jak ręce mi opadły. Tak jestem wypruta z emocji, że wolałabym już zakończyć te smutne wywody.
Tym, którzy kochają emocje, a chcą się wybrać do Opery Narodowej, polecam "Draculę":

źródło: mat. Opery Narodowej na facebooku, fot. Sebastian Hoppe, inscenizacja niemiecka
Betonoza i jeansy, czyli wizualny dramat
Wizualnie ten spektakl to dla mnie największe rozczarowanie. Jakiegokolwiek ogrodu czy słynnego balkonu nie uświadczycie tu w ogóle. Zamiast tego scenografka - Barbara Hanicka zafundowała nam przestrzeń przypominającą prędzej betonowy Mordor w Warszawie niż romantyczne przestrzenie Werony. Surowe mury, kolumny, przytłaczająca szarość, która zabiera emocje, zamiast je podbijać.
Duety miłosne we francuskiej operze XIX wieku to perełki, które aż proszą się o intymność i bliskość. Tymczasem ta monumentalna, chłodna architektura nieustannie pożera przestrzeń bohaterów. Nawet scena w sypialni kochanków tonie w tym samym, surowym klimacie. Emocje, które powinny tam rezonować, zostały całkowicie stłumione przez beton. Wszędzie jest surowo i szaro. Taka jest właśnie opera "Romeo i Julia" w Operze Narodowej.
Do tego dochodzą kostiumy (odpowiada za nie Julia Kornacka), które moim zdaniem dodatkowo wybijają z klimatu. Romeo paradujący w jeansach, Julia podobnie. Zdecydowanie mówię temu "nie".

źródło: mat. Opery Narodowej, fot. K. Bieliński
Sceny, które nie zagrały i muzyka, która ratuje
Niektóre momenty były niemiłosiernie wręcz przedłużane, a inne zakrawały o absurd. Weźmy chociażby scenę ślubu - była tak nijaka, że aż trudno w to uwierzyć. Ojciec Laurenty nakazuje młodym: „klęknijcie”, a oni… siadają na ziemi jak przedszkolaki, które zaraz będą bawić się klockami na dywanie. Finałowe sceny umierania na betonie również zostały odarte z jakiejkolwiek aury czy magii. Nie wiem, co jeszcze mogę powiedzieć. Wielkie rozczarowanie.
Jedynym, ale za to bardzo mocnym punktem tego wieczoru była muzyka. Spójna, piękna i ratująca ten spektakl. To właśnie orkiestra pod batutą Sébastiena Roulanda wzięła na swoje barki cały ciężar opowieści. Uczucia, które nie potrafiły wybrzmieć w scenografii, kostiumach czy relacjach między postaciami, zostały w całości powierzone muzyce. Nie można powiedzieć, że dzięki niej sztuka się udała. Można powiedzieć, że dzięki muzyce, można było szukać w tej opowieści jakichkolwiek emocji.
W operze liczy się cała historia i jej otoczka, a tym razem zapomniano, że Romeo bardzo kochał Julię, a ona jego. Biorąc na tapet historię o miłości, nie zapominajcie o uczuciach. Widz przychodzi właśnie po nie.
KulturoNIEznawczyni
Podoba Ci się moja twórczość?
Zobacz, jak możesz wesprzeć moją stronę!
tagi: Romeo i Julia opera narodowa recenzja, Opera Narodowa, opera w warszawie, blog o teatrze, blog o kulturze, blog o operze, strona o teatrze, strona o operze, streszczenie, opis, opinia, recenzja, ocena, czy warto, streszczenie romea i julii


![Śmierć ostatnim stadium miłości. "Madame Butterfly" Opera Narodowa [recenzja]](https://static.wixstatic.com/media/f75ff7_585d1eb79b8a43c1a47cb528e713742a~mv2.png/v1/fill/w_980,h_653,al_c,q_90,usm_0.66_1.00_0.01,enc_avif,quality_auto/f75ff7_585d1eb79b8a43c1a47cb528e713742a~mv2.png)

Komentarze