"Niebezpieczne związki" - Teatr Barakah świetnie dopełnia historię [recenzja]
- KulturoNIEznawczyni

- 4 dni temu
- 4 minut(y) czytania
Zazwyczaj zasada jest prosta: najpierw czytam książkę, potem ewentualnie oglądam film, a na końcu idę do teatru, żeby mieć już jakąś wiedzę i sprawdzić, jak historię można pokazać na deskach teatru. Często to właśnie film jest tym kluczem do zrozumienia zawiłej sztuki. Tymczasem w krakowskim Teatrze Barakah stało się coś odwrotnego. To spektakl stał się dla mnie dopełnieniem, które sprawiło, że znana historia wybrzmiała w mojej głowie z nową siłą. Jeśli spodziewacie się pudrowanych peruk, szeleszczących jedwabi i pałacowych wnętrz – będziecie w szoku. W Barakah zrobili to zupełnie inaczej. I zrobili to bardzo dobrze!
Dla tych, którzy nie widzieli kultowych „Niebezpiecznych związków” z 1988 roku z Glenn Close i Johnem Malkovichem, ani nie czytali książki Pierre Choderlos de Laclos – mała ściąga. Jest to historia, z którą najlepiej się zapoznać w całości czytając książkę lub oglądając film. Niemniej dla tych z Was, którzy tego nie poczynili tego i streszczenie będzie dobrą pomocą. Szczególnie w sytuacji, gdy dopiero zastanawiacie się, czy warto wybrać się na spektakl w Teatrze Barakah.
Krótkie streszczenie Niebezpieczne związki Barakah recenzja
"Niebezpieczne związki" to opowieść o okrutnej grze w uwodzenie i manipulowanie, toczonej na francuskich salonach XVIII wieku. Markiza de Merteuil i Wicehrabia Valmont to dawni kochankowie, a obecnie znużeni życiem cynicy. Dla rozrywki zawierają zakład. Valmont ma uwieść cnotliwą i bogobojną mężatkę (Madame de Tourvel) oraz niewinną nastolatkę Cecylię. Wszystko to, by zniszczyć ich reputację i zemścić się na byłym kochanku Markizy. To, co zaczyna się jak zimna kalkulacja, wymyka się spod kontroli, gdy w grę wchodzą prawdziwe uczucia. Intryga, która miała być zabawą, prowadzi do tragedii, niszcząc życie nie tylko ofiar, ale i samych graczy. To studium zła, które ostatecznie pożera własny ogon. Wszystko to na pięknych salonach i w eleganckich strojach.

Obdarte ściany zamiast eleganckich salonów
Twórcy w Barakah zrobili coś odważnego. Zresztą oni lubią działać odważnie i z charakterem. Tym razem zdarli z tej historii całą fasadę „ładności”. Zamiast pięknych kanap mamy stare, kinowe fotele. Zamiast eleganckich tapet – brudne ściany i odpadające kafelki. Nawet kostiumy to perfekcja metafory: aktorzy nie noszą pełnych sukien, a jedynie ich stelaże. Widzimy to, co jest pod spodem – konstrukcję, szkielet, prawdę. To świat, w którym pozory już dawno przestały działać. Obraz jest zupełnie inny od tego, który widzieliśmy w oscarowej produkcji.
Opis spektaklu sugerował wariację na temat przemyśleń Cecylii, więc szłam z lekką obawą, czy przypadkiem twórcy nie postawią na jakąś swoją, zupełnie inną wersję tej historii. Finalnie jednak dostajemy kawał wiernej, momentami niemal scena po scenie, adaptacji historii, którą znamy z filmu czy książki. I wiecie co? Bardzo mi się to podobało! Muszę z przyjemnością stwierdzić, że to zdecydowanie najlepsza sztuka, jaką widziałam do tej pory na tej niewielkiej scenie.

źródło: mat. Teatru Barakah
Aktorzy, którzy z pasją wgryzają się w jabłka
Jeśli zastanawiacie się jeszcze, co mi się w tej sztuce tak bardzo podobało, to powodów jest kilka. Siłą tego spektaklu na pewno jest jej obsada. Cała piątka radzi sobie wyśmienicie, fundując nam prawdziwą emocjonalną kolejkę górską. W tym momencie warto ich wymienić. Na scenie pojawiają się: Karol Grzyk, Michał Kościuk, Monika Kufel, Ewelina Starejki oraz Zuzanna Woźniak
Michał Kościuk jako Wicehrabia Valmont świetnie ukrywa emocje pod maską, a jego chemia z Moniką Kufel jest magnetyczna. Ich rozmowy, wspólny śmiech i rozkoszowanie się w czynieniu zła ogląda się z zapartym tchem. Zuzanna Woźniak (Cecylia) idealnie oddaje gasnącą naiwność, a Karol Grzyk przechodzi świetną drogę od ofiary do buntownika. Aktorsko cała obsada wypada znakomicie i trudno mi kogoś tu szczególnie wyróżnić. Niemniej, gdyby mnie bardzo zmuszano to tak, Michał Kościuk jest wyborny. Wyborny jak te jabłka, które wszyscy ochoczo nadgryzają.

źródło: mat. Teatru Barakah
Czy to trzęsienie ziemi?
Barakah poznałam już wcześniej i szybko wrzuciłam ten teatr do konkretnej szuflady. Jest to teatr nowatorski, mocny, odważny, charakterny, wielowymiarowy i niebojący się tematów tabu. Tutaj też mamy odważne sceny podwiane erotyką i odwołania do religii. Wszystko to podane jednak, w moim odczuciu, bez przekraczania granicy dobrego smaku. A to ważne.
Największe wrażenie? Scena finałowa, a właściwie... przed-finałowa. W pewnym momencie wibracje dźwięku przechodzące z aktorów sprawiły, że dosłownie drżał cały teatr, widownia i krzesła. Niesamowite, fizyczne doznanie, którego w takiej sile chyba w żadnym teatrze jeszcze nie zaznałam. Byłam w pełnym zauroczeniu tą siłą i pomysłem na tę scenę. Wow, serio! Uwielbiam takie momenty, gdy w teatrze jestem zaskoczona. I tu chyba moja mała uwaga. Dla mnie spektakl mógłby się skończyć właśnie w tym momencie. Tak, tak, wiem. Ostatni monolog, jest ważny, ale nie wybrzmiał już tak mocno, bo emocje po tym „trzęsieniu ziemi” były nie do przebicia. Ja wciąż drżałam i wciąż skupiałam się na tym przeżyciu i myślami nie byłam w stanie przenieść się do akcji i bycia tu i teraz.
Myśląc o całym spektaklu doszłam do wniosku, że brakło mi jednej sceny. Myślę o momencie, w którym Hrabia i jego ofiara faktycznie zbliżają się do siebie. Gdyby ta bliskość była bardziej namacalna, późniejsza scena odrzucenia bolałaby widza jeszcze bardziej. Trochę tego nie odczułam przez to. Oczywiście pamiętałam tę scenę z filmu, który na krótko przed pójściem do teatru obejrzałam, ale mimo wszystko oceniam to jako oddzielne dzieło. No i chciałoby się usłyszeć na scenie "It's beyond my control". Wiecie o którą scenę mi chodzi, prawda?

źródło: mat. Teatru Barakah
Słynna adaptacja Stephena Frearsa jest dystyngowana, klimatyczna i elektryzująca. Bohaterowie noszą tam maski konwenansów. W teatrze Barakah te maski zerwano szybciej i brutalniej, odkrywając karty niemal od razu. Obie wersje są świetne, ale teatr jest tu bardziej „brudny”, esencjonalny i drapieżny. Wspominałam o tym na początku, ale powtórzę, bo to dla mnie istotne. Pierwszy raz odczułam, żeby teatr tak dobrze dopełnił, wyjaśnił i przekazał to, o co chodziło w historii znanej mi do tej pory tylko z ekranizacji. To dla mnie też coś nowego i ciekawe doznanie.
Moja rada jest następująca. Obejrzyjcie film, żeby znać fabułę, a potem idźcie do Barakah, żeby poczuć te emocje na własnej skórze. Idźcie, idźcie koniecznie!
Dziękuję za #zaproszenie
KulturoNIEznawczyni
Podoba Ci się moja twórczość?
Zobacz, jak możesz wesprzeć moją stronę!
tagi: Niebezpieczne związki Barakah recenzja, spektakle w Krakowie, najlepsze spektakle w krakowie, sztuki teatralne, spektakle, krytyk teatralny, recenzent teatralny, recenzentka teatralna kraków, warszawa, recenzje spektakli kraków




Komentarze