"Kto się boi Virginii Woolf?" - Teatr Polonia | Ja się nie bałam, a powinnam [recenzja]
- KulturoNIEznawczyni

- 11 godzin temu
- 5 minut(y) czytania
Do Teatru Polonia zazwyczaj idę jak w ogień. To marka, której ufam, i miejsce, które przyzwyczaiło mnie do pewnego poziomu. Tym razem jednak, wybierając się na spektakl „Kto się boi Virginii Woolf?”, poszłam z lekką obawą. Nie widziałam wcześniej słynnego filmu z Elizabeth Taylor, nie znałam tekstu dramatu. Chciałam, żeby teatr zaskoczył mnie "na świeżo". I zaskoczył, choć niestety – nie tak, jakbym sobie tego życzyła. Jeśli szukacie recenzji pełnej zachwytów, muszę Was ostrzec: to będzie tekst o spektaklu, który miał być emocjonalną bombą, a okazał się… no właśnie. Czym?
O co w ogóle chodzi, czyli krótko o fabule
Wyobraźcie sobie "after-party" z piekła rodem. Jest środek nocy, alkohol leje się strumieniami, a starsze małżeństwo – Martha i George – zaprasza do swojego domu młodszą parę, Nicka i Honey (Skarba / Żabcię / Kochanie). To, co zaczyna się jako niewinna, choć nieco dziwaczna gościna, szybko zamienia się w psychologiczną rzeźnię.
Gospodarze wciągają gości w swoje toksyczne gry, pełne upokorzeń, wyciągania brudów i wzajemnego dręczenia. Mamy tu wątek urojonej ciąży, historię o chłopcu, który zabił własnych rodziców, i tajemniczego syna Marty i George'a, który staje się punktem kulminacyjnym dramatu. To noc, podczas której zdejmowane są maski, by zobaczyć, co (i czy w ogóle coś) kryje się pod spodem.

Virginia Woolf – dlaczego jest w tytule, skoro nie ma jej na scenie?
Zanim przejdę do moich wrażeń, winna Wam jestem małe wyjaśnienie, bo tytuł sztuki Edwarda Albee’ego jest intrygujący sam w sobie. Virginia Woolf to angielska pisarka, ikona modernizmu i literatury strumienia świadomości, znana z takich dzieł jak „Pani Dalloway” czy „Do latarni morskiej”. Była postacią tragiczną, zmagającą się z chorobą psychiczną, ale też genialną obserwatorką ludzkiej natury. Swoje życie zakończyła w wieku 59 lat wchodząc do rzeki z kieszeniami wypchanymi kamieniami.
Tytuł sztuki to gra słów nawiązująca do piosenki z disnejowskiej bajki o trzech świnkach: „Who’s afraid of the Big Bad Wolf?” (Kto się boi wielkiego, złego wilka?). W dramacie „wilk” zostaje zastąpiony „Virginią Woolf”. O co chodzi? O lęk przed życiem bez iluzji. Bać się Virginii Woolf to bać się spojrzeć prawdzie w oczy, bać się życia bez masek i kłamstw, którymi na co dzień się karmimy. To pytanie o to, czy potrafimy żyć w rzeczywistości, która jest trudna, surowa i pozbawiona „znieczulenia”. Przynajmniej tak to wszystko połączyłam, doczytałam i taka jest moim zdaniem interpretacja tego tytułu.
Balon, który nie zrobił BOOOM!Kto się boi Virginii Woolf Teatr Polonia recenzja
Wracając do desek Teatru Polonia. Nie będę owijać w bawełnę – to do tej pory najsłabsza sztuka tego teatru, na jakiej byłam. Uuuu <czytelnicy teraz na mnie buczą, a Teatr Polonia zamyka przede mną drzwi>. Mam nadzieję, że tak nie będzie. Pozwólcie mi jednak wyjaśnić.
Zabrzmiało to może trochę dramatycznie, ale po prostu do tej pory sztuki w Polonii mnie dotykały, intrygowały, niezwykle ciekawiły, a tu noooo taaaak.... nie bardzo. Wyszłam z sali z poczuciem ogromnego chaosu i niezrozumienia.
Cała historia wydawała mi się naciągana. Wątki pojawiały się i znikały bez wyraźnej przyczyny – tu nagle temat molestowania, tam jakaś książka pisana przez George'a, która nie ma większego znaczenia dla fabuły. Czułam się trochę tak, jakbym włączyła serial na piątym odcinku, nie widząc poprzednich czterech. Niby widzę emocje bohaterów, niby widzę finałowe zafrasowanie, ale zupełnie nie rozumiem, skąd się wzięło, bo nikt nie zbudował mi do tego odpowiedniego podłoża.
Mój główny zarzut? Brak realnego napięcia. Ten spektakl to dla mnie może trochę nienapompowany balon, który na końcu ktoś przebija. Coś, co miało w środku rosnąć, pęcznieć od emocji i na końcu wybuchnąć nam w twarz, w rzeczywistości było puste w środku. A skoro nie nadmuchano porządnie, to i wybuchu nie było. Wiem, że istnieje słowo "wydmuszka", ale sądzę, że jest znacznie mocniejsze niż "nienapompowany do końca balon".

źródło: mat. Teatru Polonia
Film vs. Teatr – od porównania nie uciekniemy
Dopiero po powrocie do domu, gdy zastanawiałam się, co poszło nie tak, obejrzałam filmową adaptację z 1966 roku. I nagle wszystko stało się jasne. Zrozumiałam, czego zabrakło na scenie.
Tajemnica, której nie było: W filmie kluczowe jest budowanie napięcia wokół syna. George prosi Marthę: „tylko nie mów o synu”, potem ucisza ją znowu. Jako widzowie czujemy, że to temat tabu, bomba zegarowa. W sztuce w Polonii tego nie wyłapałam. Dialogi były, ale zabrakło tej ciężkiej atmosfery sekretu. Może nie wybrzmiało to tak mocno, może ja nie skupiłam się wystarczająco, może po prostu tego jednego czy dwóch kluczowych dla mnie zdań nie było. A teraz wiem, że to bardzo ważne, żeby od początku naprowadzać widza na główny temat sztuki. Bez tego później nie jesteśmy przygotowani na wybuchy i rozwiązanie.
Wojna czy flirt? W filmie pada zdanie: „Coś we mnie pękło" Później jeszcze słyszymy "No to wojna”. I to faktycznie jest wojna charakterów, pokaz siły albo jej braku. W spektaklu miałam wrażenie, że reżyseria poszła w stronę nieco taniego romansu – Martha mizdrzy się do biologa Nicka, uwodzi go w sposób wręcz przerysowany, a dramat psychologiczny schodzi na dalszy plan. Na scenie jest bardzo dużo podtekstu, kokietowania, a w filmie to raczej lekki zarys. Może w tym tkwi problem sztuki.
Detale: Scena ze strzelbą w filmie mrozi krew w żyłach (celowanie strzelbą od tyłu). W teatrze? Zupełnie inny wyraz. Rozmowa o chłopcu, który zabił matkę i ojca (opowieść o omijaniu jeża), w filmie jest wstrząsająca. W spektaklu rozmyła się wśród innych tematów. To oczywiście tylko moje wrażenia, ale o czyich wrażeniach mam pisać, jeśli nie o moich. Na wasze czekam w komentarzach. Mrugam okiem.

źródło: mat. Teatru Polonia
Aktorskie światełko w tunelu
Żeby oddać sprawiedliwość – aktorsko ten spektakl się broni, a momentami nawet zachwyca. Ewa Kasprzyk i Krzysztof Dracz (jako Martha i George) to klasa sama w sobie. Nawet w tak (moim zdaniem) źle poprowadzonej adaptacji, widać ich warsztat i charyzmę. Nie można im nic zarzucić. Grają najlepiej jak mogą to co mają do zagrania. Wspominałam, że dla mnie postać Marthy jest zbyt wulgarna, zbyt nachalna w stosunku do Nicka. Ale taka widocznie miała być według pomysłu reżysera Jacka Poniedziałka.
Niestety, nierówność postaci była widoczna. Postać żony biologa (Honey) została zepchnięta na margines. Była tylko tłem, nie miała wielu scen, przez co dynamika czworokąta kuleje. Wolałabym widzieć tu czterech pełnowymiarowych bohaterów. Aby każdy miał przestrzeń na swój rozwój na scenie. Honey według mnie tego czasu miała znacznie mniej niż inni, a przez to jej rola tak mocno nie wybrzmiała.

źródło: mat. Teatru Polonia
Podsumowanie
Sztuka „Kto się boi Virginii Woolf?” to dowód na to, że nawet genialny tekst i świetni aktorzy nie zawsze gwarantują sukces, jeśli zabraknie reżyserskiego wyczucia „tego czegoś”, co sprawia, że wstrzymujemy oddech. Tym razem oddechu nie wstrzymałam ani na chwilę.
Czy polecam? Zawsze polecam sprawdzić na własne oczy i uszy. Nikt tak dobrze nie oceni sztuki jak wy sami. Już nie raz przekonałam się, że sztuka, która mi się nie podoba zdobywa najlepsze recenzje, a ta, którą ja się zachwycam, oceniana jest jako zupełny średniak. Nie ma definicji w emocjach i odczuciach. Spektakl w Polonii wydał mi się zbyt płaski i pozbawiony tej wielowymiarowości, którą odkryłam później w filmie. Ale może na Was zrobi inne wrażenie.

źródło: mat. Teatru Polonia
Czy widzieliście ten spektakl? A może znacie film? Jestem bardzo ciekawa, czy macie podobne odczucia co do budowania napięcia w tej sztuce. Dajcie znać w komentarzach!
KulturoNIEznawczyni
Podoba Ci się moja twórczość?
Zobacz, jak możesz wesprzeć moją stronę!
tagi: Kto się boi Virginii Woolf Teatr Polonia recenzja, na co do teatru, teatr warszawa, sztuka teatralna, spektakl teatralny, polecane spektakle, najlepsze teatry, recenzja, opinia, opis, streszczenie, ocena, krytyk teatralny, kulturoznawczyni, kulturonieznawczyni, strona o teatrze



!["Na pierwszy rzut oka" Teatr Polonia | Niesamowita Maria Seweryn [recenzja]](https://static.wixstatic.com/media/f75ff7_d6a075f0ad5141ad981f9c8c9dc9766a~mv2.png/v1/fill/w_319,h_456,al_c,q_85,enc_avif,quality_auto/f75ff7_d6a075f0ad5141ad981f9c8c9dc9766a~mv2.png)
Komentarze