"Henryk Sienkiewicz. Greatest hits" - Teatr Bagatela na wesoło! [recenzja][Kraków]
- KulturoNIEznawczyni
- 2 dni temu
- 5 minut(y) czytania
Henryk Sienkiewicz. Kojarzycie gościa? To ten poważny pan z podręcznika, strona 168., a na niej lista grubych powieści, które napisał. Facet od pokrzepiania serc, którego pomniki mijamy obojętnie, a przy ulicach jego nazwiska mieszkamy niezwykle często <sprawdziłam statystyki na stronie GUS-u>. A gdyby tak ożywić ten pomnik, dać mu wejść na scenę, pozwolić mówić i dyrygować chaosem, który sam stworzył? Wybrałam się do krakowskiego Teatru Bagatela na spektakl o przewrotnym tytule „Henryk Sienkiewicz. Greatest Hits” w reżyserii Krzysztofa Materny. I muszę Wam powiedzieć jedno: ktoś tu się naprawdę świetnie bawił przy tworzeniu tego dzieła.
Zanim przejdę do recenzowania, warto wszystkich uspokoić - to nie jest typowa adaptacja jednej książki. To trochę jak szalony sen bibliotekarzy. Skryte marzenie, które wreszcie się spełnia. Wyobraźcie sobie, że Henryk Sienkiewicz (w tej roli Krzysztof Materna) zostaje przywołany na scenę i zaczyna dyrygować postaciami, które stworzył podczas swojej imponującej kariery. Miejscem akcji staje się, chyba dość przypadkowo, boisko piłkarskie (typowy polski orlik), gdzie swoją próbę mają początkujący aktorzy. To oni za moment wcielą się w najsłynniejszych bohaterów utworów Sienkiewicza.

Na murawę wybiegają więc postacie z kompletnie różnych bajek: Neron, Kmicic, rycerze spod Grunwaldu, Zbyszko, Jagienka, Staś i Nel, Latarnik czy Janko Muzykant. Reżyser-Sienkiewicz przez niespełna dwie godziny próbuje zapanować nad tą gromadą. To kolaż scen, piosenek i skeczy, w którym literacka fikcja zderza się z naszymi narodowymi wadami i zaletami. Co trochę nowe postaci wchodzą na scenę. Pojawiają się i znikają. Panuje chaos, ale dobrze zaaranżowany. To taki miks wszystkiego, przy którym widz może odetchnąć i bez presji wywołania do tablicy po prostu dobrze się bawić.
Materna Show - pisze, tańczy, recytuje
Zacznijmy od laurki, bo ta należy się bezsprzecznie. Gdybym była tego wieczoru przygotowana z kwiatami to wielki bukiet powędrowałby do Krzysztofa Materny. Autor i reżyser tego zamieszania, który na dodatek wciela się w najważniejszą postać - samego Henryka Sienkiewicza. Materna wchodzi na teatralne boisko i robi właściwie wszystko: jest reżyserem, komentatorem, krytykiem, ale przede wszystkim aktorem. I robi to świetnie!
W jego wykonaniu autor „Quo Vadis” przestaje być płaskim nazwiskiem z okładki. Ożywa. Intryguje. Żartuje z widzem, ale z drugiej strony jest niekiedy uroczo zakłopotany, bywa zaskoczony a innym razem dziarsko zmotywowany. Materna prowadzi ten spektakl niczym dobry, wyrozumiały ojciec, który z czułością patrzy na swoje literackie dzieci. Moim najszczerszym marzeniem byłoby, żeby każdy z naszych wielkich pisarzy trafił na deski w takiej odsłonie – pełnej humoru i iskry życia. To z całą pewnością pomysł z odwagą i polotem, który może odczarować niektórym rodakom powieści Sienkiewicza. A może nawet po wizycie w Bagateli sami sięgną po któryś z utworów? To byłby wówczas ogromny sukces ekipy z Krakowa.

Krzysztof Materna, źródło: Teatr Bagatela
Staś i Nel spotykają Latarnika...
Idea spektaklu jest genialna w swojej prostocie: bierzemy wszystkich bohaterów Sienkiewicza, wrzucamy ich do jednego worka i potrząsamy. To idealnie pokazuje, jak niesamowity rozstrzał tematyczny miał ten pisarz. I to chyba moje największe odkrycie, bo dopiero siedząc w teatrze zdałam sobie z tego sprawę. Tu Krzyżacy, tu starożytny Rzym, tu długa i szeroka pustynia, a zaraz obok polska wieś z Janko Muzykantem. Ten spektakl miał prawo się udać właśnie dzięki tak ogromnej różnorodności.
Nietrudno obecnie znaleźć pisarzy, których bohaterowie są niemal tacy sami. Jakieś przeambitne policjantki / lekarki / dziennikarki / adwokatki, z problemami emocjonalnymi. Te, które często samotnie wychowują dziecko i nigdy dla latorośli czasu nie mają. Egoistyczne, niezależne do granic możliwości. No ogólnie... wiecie o co chodzi. U Sienkiewicza ten rozmach był ogromny. Każda postać była inna, charyzmatyczna, konkretna, świetnie napisana, żyjąca w innym miejscu i w innym czasie. A dzięki tej różnorodności spotkanie tej szalonej grupy powoduje tak ogromne zaciekawienie u widza. A przynajmniej tak było u mnie.
Jednak, żeby być z Wami w pełni szczerą, czuję pewien niedosyt. Pomysł jest szalenie dobry i chciałoby się wydusić z tego jeszcze, jeszcze więcej. Bywały wstawki, gdzie Staś i Nel mijali się z Latarnikiem, ale zabrakło mi odważniejszego splotu ich wydarzeń i pociągnięcia akcji dalej. Wyobraźcie sobie, że nagle przenosimy się na zamek w Malborku, a tam, zamiast rycerzy, stoi Nel. Albo Staś wymienia strzelbę na miecz Krzyżaka i zmienia bieg historii. Potencjał na szaleństwo był ogromny, a momentami dostaliśmy tylko delikatne mrugnięcia okiem. Chciałoby się krzyknąć: „Idźcie na całość, jeszcze więcej odwagi!”. Zamiast pojedynczych skeczy widziałabym tu bardziej skomplikowany splot wydarzeń. Taki wiecie - przez wzgląd na konkretne sytuacje. Np. Neron szuka talentów do zespołów. Na casting przychodzi z włoskiego miasteczka Gianni Musicista (a co tam). Winicjusz ucieka z płonącego Rzymu, wsiada na łódź i zagubiony trafia do Skawińskiego. Tam wspólnie czytają "W pustyni i w puszczy". Możliwości jest bez liku. Jeśli ktoś chce mnie zatrudnić do napisania scenariusza to udajcie się do zakładki kontakt.

źródło: Teatr Bagatela
Muzyczna uczta i… polski orlik
Jeśli chodzi o warstwę audio – tu jest wow. Dawno nie słyszałam w teatrze tak niesamowicie zgranych głosów. Harmonia głosów występujących artystów jest przecudowna! Do tego mamy nieprzeciętne piosenki z tekstami Macieja Stuhra. Szczególnie kawałek „Mnie to jara” wpada w ucho i nie chce wyjść. Słyszałam go tylko raz w trakcie spektaklu, a wciąż doskonale pamiętam tekst i melodię. O to chodzi w dobrych utworach musicalowych.
Wizualnie mam jednak pewien zgrzyt. Całość osadzona jest w scenerii piłkarskiego orlika. Jakoś niespecjalnie przekonuje mnie ta koncepcja. Bardziej widziałabym to w formie pustej przestrzeni teatralnej, na którą co trochę wyskakują inne postacie ze swoich czasów i wchodząc na scenę wnoszą swoją scenografię. Mówiąc krótko: jaskrawozielona posadzka mnie nie przekonała. Czułam, że ten orlikowy wstęp był trochę na siłę. Marzyły mi się nagłe, drastyczne zmiany scenografii – z pustyni na salony Rzymu – co jeszcze mocniej podbiłoby wrażenie różnorodności świata Sienkiewicza. Jak widzicie, włączył mi się tryb tworzenia i wymyślania. Lubię mieć takie przemyślenia, bo to oznacza, że spektakl wzbudził we mnie ciekawość, emocje i włączył tryb poszukiwania kolejnych pomysłów. Czasem wychodzę z teatru z myślą "okej, no fajnie" i zapominam o spektaklu. Zdecydowanie wolę tę pierwszą wersję przeżywania sztuki.
Ej, ej, a co jeśli nie znam utworów Sienkiewicza?
Spektakl wymaga od widza minimalnej wiedzy o lekturach – bez tego nie wyłapiecie smaczków. Nie ma co ukrywać, ale podstawy podstaw trzeba znać. Jeśli unikaliście lektur lepiej niż Rzym unikał ognia to warto przeczytać choć krótkie streszczenia. Na pewno będziecie się wówczas czuć pewniej. Nie trzeba się tu jakość mocno wczytywać. Najważniejsze, aby kojarzyć główne motywy, postaci i sens historii. Nic więcej. Sama się do czegoś w tym momencie przyznam. O ile „Quo Vadis” czy „Latarnika” wspominam ze szkoły bardzo dobrze, a przez „Krzyżaków” przebrnęłam (odpadając dopiero na ostatnich 30 stronach, gdy akcja się skończyła, a książka trwała dalej - po co(?)), o tyle Trylogii nigdy nawet nie zaczęłam.
Tak, tak, tu należy zacząć buczeć. Żałuję, że nie było tych książek w kanonie lektur, bo w dorosłym życiu trudno znaleźć czas i motywację na trzy potężne tomy. Ale może właśnie takie spektakle są po to, by nas do tego zmotywować?

źródło: Teatr Bagatela
Podsumowanie Henryk Sienkiewicz. Greatest hits Bagatela recenzja
„Henryk Sienkiewicz. Greatest Hits” to odwaga w zabawie formą. Bywają tu lepsze i gorsze skecze, są subtelne aluzje polityczne (na szczęście nieprzesadzone), ale całość broni się jako nowatorski, przyjemny format dostępny niemal dla każdego. Ja bardzo szanuję świeże pomysły i wszelką kreatywność, a takiego spektaklu jeszcze w swoim życiu nie widziałam.
Zachęcam do obejrzenia i ocenienia tego spektaklu wszystkich tych, którzy lubią utwory Sienkiewicza, ale przede wszystkich tych, którzy niekoniecznie w szkole pałali miłością do powieści Henryka. Może Materna z ekipą Wam te historie odczarują.
KulturoNIEznawczyni
Podoba Ci się moja twórczość?
Zobacz, jak możesz wesprzeć moją stronę!
tagi: spektakle kraków, recenzja, Henryk Sienkiewicz. Greatest hits Bagatela recenzja, opis, ocena, opinia, opinie, najlepsze komedie, najlepsze spektakle kraków, na co do teatru, na co iść do teatru w krakowie, 2026, recenzje sztuk teatralnych, kulturoznawczyni, kulturonieznawczyni, recenzje literatury, recenzje książek, recenzent książek, spektakli, sztuk teatralnych
