"Harmonia Różnorodności" w niełatwych warunkach buduje Mosty Dialogu i porozumienia [recenzja]
- KulturoNIEznawczyni

- 12 lis 2025
- 3 minut(y) czytania
Koncert „Harmonia Różnorodności”, zamykający projekt Mosty Dialogu organizowany przez Centrum Myśli Jana Pawła II, miał być nie tylko wydarzeniem muzycznym, ale także symbolicznym gestem porozumienia międzykulturowego. W opisie organizatorów zapowiadano poszukiwanie „uniwersalnego języka ponad podziałami duchowymi i estetycznymi” – idei tyleż pięknej, co wymagającej. Wydarzenie odbyło się 26 października w Warszawie i już sam dobór artystów zapowiadał coś niezwykłego: muzycy z różnych stron świata, reprezentujący odmienne tradycje, mieli wspólnie wykonać dwa dzieła – „In C” Terry’ego Rileya pod kierunkiem Huberta Zemlera i „The Great Learning (Paragraph 7)” Corneliusa Cardew pod kierunkiem Michała Mendyka.
Brzmienia i instrumenty, które pojawiły się tego wieczoru, same w sobie stanowiły fascynującą podróż – od afrykańskiej kory i perskiego neyu, przez japońskie koto, po skrzypce, harfę, akordeon i saksofon. W połączeniu dawały one efekt zaskakująco spójny, choć momentami pełen napięć. To właśnie w tej różnorodności kryła się obietnica tytułowej harmonii – próba pokazania, że muzyka może stać się płaszczyzną spotkania kultur, języków i sposobów myślenia.

Pierwsza część koncertu była naprawdę wciągająca. Subtelne współbrzmienia, zmiany tempa, przejścia od ciszy do dźwiękowego wzmożenia – wszystko to tworzyło atmosferę skupienia i wzajemnego słuchania. Było w tym coś rytualnego, niemal duchowego. Nie potrzebne były słowa – wystarczały głosy wydobywające się z gardeł wykonawców, te nieustannie powtarzane „ooo”, które płynęły ponad publicznością jak wspólny oddech. Można było odnieść wrażenie, że właśnie o to chodziło – o zbudowanie mostu bez słów, o pokazanie, że porozumienie jest możliwe, jeśli wsłuchamy się w siebie nawzajem.
Ta część koncertu bardzo trafnie oddawała ideę projektu „Mosty Dialogu”. W muzyce, która nie zna granic językowych, udało się odnaleźć wspólną przestrzeń – coś, co łączy ludzi niezależnie od ich kultury czy pochodzenia. Miałam wrażenie, że każdy z artystów dokładał swoją cegiełkę do brzmieniowego świata, ale nie po to, by budować mur, lecz by tworzyć most. Właśnie ta metafora – most zamiast ściany – wydaje się kluczem do całego projektu.
Występujący muzycy:
Noums Dembele (kora)
Ray Dickaty (saksofon)
Adeb Chamoun (perkusja)
Sebastien Beliah (kontrabas)
Katarzyna Karpowicz (koto)
Anna Okhrimchuk (śpiew)
Sergyi Okhrimchuk (skrzypce)
Anna Pašić (harfa)
Dariush Rasouli (ney perski)
Alexey Vorsoba (akordeon)
Hubert Zemler (perkusja)

Druga część wydarzenia okazała się jednak trudniejsza w odbiorze. Była bardziej performatywna – artyści poruszali się po scenie i wokół publiczności, wchodzili po schodach, zbliżali się do widzów, a nawet ich mijali. Teoretycznie miało to wzmocnić poczucie wspólnoty, ale w praktyce wprowadziło chaos. Brakowało spójności, a przez to również napięcia, które mogłoby poprowadzić słuchaczy przez kolejne etapy muzycznego doświadczenia. Dźwięki rozpraszały się po sali, traciły siłę, a rozmowy i szepty na widowni – szczególnie te najmłodszych – zaczęły skutecznie odciągać uwagę od występu.
I tu pojawia się refleksja, że tego rodzaju wydarzenie wymaga jednak odpowiedniego przygotowania odbiorcy. To moim zdaniem nie był koncert dla dzieci – nie dlatego, że zawierał treści nieodpowiednie, ale dlatego, że był zbyt abstrakcyjny, zbyt kontemplacyjny, zbyt „niespektakularny”, by utrzymać uwagę najmłodszych. Widziałam, jak maluchy kręcą się, pytają rodziców „kiedy koniec” i rozpraszają tych, którzy chcieli słuchać. Dlatego uważam, że warto by organizatorzy w przyszłości dodali oznaczenie „+16” lub po prostu informację o charakterze wydarzenia – żeby uniknąć nieporozumień i stworzyć przestrzeń bardziej sprzyjającą skupieniu.
Zabrakło mi również domknięcia. Po zakończeniu koncertu nie było wyraźnego finału – żadnych podziękowań, zaproszenia na kolejne edycje czy nawet kilku słów refleksji. Publiczność zorientowała się, że to już koniec, dopiero gdy muzycy zaczęli schodzić ze sceny. Wtedy też większość osób szybko wstała i wyszła. A przecież po takim wydarzeniu aż prosiło się o moment ciszy, refleksji, może krótkie słowo o tym, co usłyszeliśmy i po co to wszystko było.

Mimo pewnych niedociągnięć, „Harmonia różnorodności” pozostawiła po sobie wrażenie autentycznego poszukiwania – zarówno artystycznego, jak i duchowego. Muzycy pochodzący z różnych kultur naprawdę słuchali siebie nawzajem, reagowali, budowali wspólną tkankę dźwięku, która mimo różnic potrafiła na moment stać się jednością. I to właśnie było w tym wszystkim najcenniejsze.
Z perspektywy nieznawcy uważam, że koncert spełnił swoje zadanie – choć nie w pełni harmonijnie, to jednak szczerze i z odwagą. Pokazał, że różnorodność może być siłą, ale też wyzwaniem. Nie zawsze wszystko się „zgrywa”, nie zawsze uda się idealnie połączyć odmienne światy, lecz samo dążenie do porozumienia ma wartość. To wydarzenie nie było widowiskiem w klasycznym sensie – raczej doświadczeniem, które wymagało otwartości, cierpliwości i gotowości na nieznane.
Największym komplementem, jaki mogę wystawić organizatorom i wykonawcom, jest to, że naprawdę czułam to, o czym chcieli opowiedzieć – że dźwięk może być językiem, że muzyka potrafi tworzyć wspólnotę bez słów. Nawet jeśli chwilami było trudno, nawet jeśli chaos na widowni przesłaniał harmonię – sens pozostał. A te rozbrzmiewające jeszcze długo w głowie dźwięki „ooo” są dowodem, że coś w tej różnorodności rzeczywiście się zestroiło.
KulturoNIEznawczyni
Podoba Ci się moja twórczość?
Zobacz, jak możesz wesprzeć moją stronę!
tagi: Harmonia Różnorodności mosty dialogu recenzja, koncert, Michał Mendyk, Centrum Myśli Jana Pawła II, warszawa, recenzja, relacja, opinie, opinia, opis, program, Hubert Zemler, strona o muzyce, strona o muzyce w warszawie, koncerty w warszawie, stolica, kulturoznawczyni, recenzje, blog, krytyk literacki, krytyk muzyczny, krytyk teatralny




Komentarze