top of page

"Wspaniałe horyzonty" - Teatr 6. Piętro | Rodzinny armagedon [recenzja]

  • 8 godzin temu
  • 4 minut(y) czytania

Sztuk o relacjach partnerskich, rodzinnych i kryzysach jest ooogrom. Zazwyczaj niestety wpadają one w utarte schematy i przewidywalne dialogi. Widziałam już takich historii na pęczki. Tymczasem „Wspaniałe horyzonty” (oryg. "Grand Horizons" autorstwa amerykańskiej dramatopisarki Bess Wohl) w Teatrze 6. piętro zaserwowały coś jednak nieco innego. To nie jest sztampowa opowieść, w której od pierwszej minuty wiemy, jak zareagują bohaterowie i co zadzieje się w kolejnej scenie. Ale czy ta niecodzienna forma i nagromadzenie wątków to przepis na spektakl idealny? Nie, idealny na pewno nie. Może jednak wystarczyło chociaż na solidną czwórkę? Zobaczymy.


O czym są „Wspaniałe horyzonty”? [Streszczenie]

Kolacja jak każda inna. Ale tylko z pozoru. Nancy i Bill, małżeństwo z imponującym, pięćdziesięcioletnim stażem, siedza przy stole. Nagle, między jednym a drugim kęsem, żona z absolutnym spokojem ogłasza, że chce rozwodu. To jedno nieoczekiwane zdanie działa jak granat wrzucony do poukładanego salonu, wywracając do góry nogami życie nie tylko samych seniorów, ale przede wszystkim ich dwóch dorosłych synów.


Mężczyźni rzucają wszystko i pędzą ratować to, co do tej pory uważali za nienaruszalny fundament ich świata - stabilną rodzinę. Spektakl konsekwentnie skupia się na gęstej sieci relacji i bolesnym zderzeniu tego, co oficjalnie wypowiedziane, z tym, co przez dziesięciolecia spychano w strefę przemilczeń. Synowie dwoją się i troją, wchodząc w niemal komiczne role domowych mediatorów, byle tylko zatrzymać ten rozpad. Szybko okazuje się jednak, że ratując małżeństwo rodziców, zaczną odkrywać prawdy, które zburzą ich własne poczucie tożsamości.


Wspaniałe horyzonty Teatr 6. Piętro plakat

Akt pierwszy: Trzęsienie ziemi Wspaniałe horyzonty Teatr 6 piętro recenzja

Pierwszy akt to zręczne, choć gęste wprowadzenie do sytuacji. Szybko orientujemy się, że w tej rodzinie absolutnie każdy ma jakieś nieprzepracowane problemy. Zaczynamy od pary z wieloletnim starzem, która stoi na skraju rozstania. Młodszy syn, Brian (w tej roli Michał Barczak), boryka się z własnymi relacjami, czując się permanentnie gorszy i niedoceniany przez rodziców oraz starszego brata. Z kolei starszy syn, Ben, wnosi na scenę bagaż problemów ze swoją ciężarną partnerką, Jess (Paulina Chapko), która wprost nie znosi, gdy ten pieszczotliwie nazywa ją „Bączkiem”. Początkowo wydaje się, że to tylko takie drobnostki i niewinne niesnaski, ale napięcie z każdą chwilą między nimi rośnie.


Są tu sceny, które aktorsko i scenariuszowo wymykają się schematom - jak choćby bezbłędne reakcje młodszego syna na bardzo bezpośrednie opowieści matki o jej dawnej miłości. Kto widział, ten wie. Samo zakończenie pierwszego aktu też bez wątpliwości było zaskakujące. Więcej oczywiście Wam nie zdradzę.


Na pewno bardzo chwytliwym wabikiem dla widza jest nazwisko Katarzyny Figury, która również znalazła się na plakacie spektaklu. W pierwszym akcie tej aktorki na scenie w ogóle nie widzimy. Sam dobór postaci na plakat jest dla mnie niekoniecznie zrozumiały. Albo inaczej, rozumiem chwyt marketingowy, ale zdecydowanie w tej sztuce synowie są istotniejsi od granej przez Katarzynę Figurę Carli. Chyba po prostu nie bardzo rozumiem zamysł na ten plakat i średnio mi się on łączy z tym, co widziałam na scenie na 6. piętrze.


Wspaniałe horyzonty Teatr 6. Piętro kadr ze sztuki

fot. Dawid Stube


Akt drugi: Dlaczego jest tego tak dużo?

W drugim akcie, na scenie w końcu pojawia się Carla, w którą wciela się długowyczekiwana Katarzyna Figura. I tu pojawia się mój spory zarzut. Ta postać to jeden wielki niewykorzystany potencjał. Szczerze mówiąc, gdyby Carlę zagrała jakakolwiek inna, mniej znana aktorka, rola przeszłaby zupełnie bez echa. Czeka się na wejście Figury, a gdy już się pojawia, okazuje się, że postać nie jest specjalnie dobrze napisana, a samej aktorki jest po prostu za mało, by mogła spektakularnie zaznaczyć swoją obecność i ukraść scenę.


Sztuka zaczyna tu trochę tonąć we własnych ambicjach. Kolejne dialogi, kolejne konfrontacje całej rodziny, aż do momentu potężnego wybuchu starszego syna i wyproszenia całej ekipy przez rodziców. Niestety, twórcy wrzucili do jednego worka zbyt wiele pobocznych tematów. Niedokończony, rozmyty wątek chłopaka młodszego syna to tylko jeden z przykładów sytuacji, w których zabrakło mi postawienia kropki nad „i”. Nie czuję, żeby historia dopowiedziana została do końca.


Jako widz potrzebuję spójnej i konsekwentnej wizji. Nie każdy bohater musi mieć w jednej sztuce pięć spektakularnych problemów egzystencjalnych, a nawet jeśli je ma - teatr nie musi rozwiązywać ich wszystkich naraz w dwie godziny. Nagromadzenie tych dramatów rozprasza i odciąga uwagę od głównego, bardzo mocnego przecież rdzenia fabularnego.


Wspaniałe horyzonty Teatr 6. Piętro kadr ze sztuki

zdjęcie z prób | źródło: mat. Teatru 6. Piętro, fot. Dawid Stube // brakuje mi na stronie teatru zdjęć ze spektaklu


Aktorstwo, które daje radę

Na szczęście to, co momentami kuleje w konstrukcji, nadrabia obsada. Wiktor Zborowski (Bill) i Małgorzata Zajączkowska (Nancy) to klasa sama w sobie - grają na ogromny plus, budując wiarygodne, ciekawe postaci. Jednak dla mnie największym odkryciem tego spektaklu jest odtwórca roli starszego syna - Cezary Łukaszewicz. Aktorsko zaprezentował się bardzo dobrze, niosąc na swoich barkach spory ciężar emocjonalny tej sztuki. To postać, której najprędzej wierzę i która najbardziej mnie przekonuje.


Patrząc na całą obsadę, ogólny poziom gry jest tu naprawdę wysoki. Do tego już przyzwyczaił nas zresztą Teatr 6. Piętro. Tu do gry aktorskiej i scenografii nie ma co się przyczepić.


Wspaniałe horyzonty Teatr 6. Piętro kadr ze sztuki

zdjęcie z prób | źródło: mat. Teatru 6. Piętro, fot. Dawid Stube


Podsumowanie

Nie wychodziłam z teatru rozczarowana. Wychodziłam z dziwnym poczuciem, że z jednej strony dostałam o wiele za dużo, a z drugiej - czegoś mi wyraźnie zabrakło. Mimo wszystko absolutnie uważam, że warto ocenić tę sztukę samodzielnie. To niecodzienna forma, rzadko spotykana tematyka i bardzo ostre zderzenie różnych poziomów humoru (od tego lekkiego po mocno gorzki, a miejscami nieco kabaretowy). Idźcie, zobaczcie i przekonajcie się na własne oczy, jak Wy zniesiecie tę emocjonalną huśtawkę.


KulturoNIEznawczyni


Podoba Ci się moja twórczość?

Zobacz, jak możesz wesprzeć moją stronę!

postaw kawę - baner

tagi: Wspaniałe horyzonty Teatr 6 piętro recenzja, opinia, opinie, recenzje, streszczenie, o czym jest, czy warto, teatry 2026 warszawa, teatry w warszawie, premiery 2026, spektakle dramatyczne, krytyk teatralny, krytyk literacki, kulturoznawczyni, kulturonieznawczyni, teatr w pałacu kultury, teatr Żebrowskiego

Komentarze


bottom of page