top of page

Dynamiczna, zabawna "Poszukiwana Eurydyka" - Festiwal Lalka też Człowiek [recenzja]

2 godziny temu
3 minut(y) czytania

Mit o Orfeuszu i Eurydyce to jedna z tych opowieści, które kultura przemieliła już na każdy możliwy sposób. Znamy go wszyscy: wielka miłość, tragiczna śmierć, rozpacz, zejście do piekieł i odwrócenie wzroku w ostatniej chwili. Romantyczny patos w najczystszej postaci. Kiedy więc w ramach jubileuszowej, XX edycji Festiwalu „Lalka też Człowiek” trafiłam do Służewskiego Domu Kultury na spektakl „Poszukiwana Eurydyka” (Wanted Eurydice) niemieckiego duetu Lehmann und Wenzel, byłam niezwykle zadowolona, że postawili oni na inne podejście do tej historii.


Warto zacząć od tego, że bazą dla niemieckich twórców nie był antyczny pierwowzór, lecz swobodna adaptacja operetki Jacques’a Offenbacha „Orfeusz w podziemiach”. I to zmienia wszystko. Bohaterowie zostają ci sami, ale zapomnijcie o parze zakochanych bez pamięci kochanków, którzy są wstanie dla siebie i dla miłości zrobić wszystko. Tutaj lądujemy w samym środku historii zmęczonego życiem, nudnego małżeństwa. Rutyna ich pokonała, Orfeusz gra swoje melodie dla okolicznych nimf, a Eurydyka ma już tak serdecznie dość jego rzępolenia, że bez wahania znajduje sobie rozrywkę u sąsiadującego pasterza.


Kiedy okazuje się, że ów pasterz to w rzeczywistości bóg podziemi, a kobieta wreszcie przenosi się w zaświaty, Orfeusz nie rwie włosów z głowy i nie płacze. Wręcz przeciwnie – facet po prostu oddycha z ulgą i cieszy się ze statusu świeżo upieczonego wdowca! Sielankę psuje mu dopiero uosobiona Opinia Publiczna, która przypomina o konwenansach: no przecież nie wypada tak świętować, ludzie patrzą, trzeba iść i walczyć o żonę. A jakby tego było mało, na horyzoncie pojawia się jeszcze sam Jowisz, który również ma chrapkę na Eurydykę.


"Eurydyka" - Festiwal Lalka też Człowiek

źródło: Fot. Dana Ersing / Festiwal Lalka też człowiek


To, co ten spektakl robi z formą teatru lalek, to, mówiąc krótko, zabawa konwencją. Myślę, że też w taki sposób twórcy festiwalu chcieli przekonać do tego typu sztuki nową publiczność. Bo tak, pewnie większości z was teatr lalek kojarzy się ze spektaklami dla dzieci. Najlepiej dla takich przedszkolaków i machaniem kukiełkami zza zasłony. I to nic złego, bo ja też przez długi czas miałam takie skojarzenia. Taka forma czyni teatr lalek często nudnym, dziecinnym i przewidywalnym.


W „Poszukiwanej Eurydyce” granice między człowiekiem a formą płynnie znikają. Czasem Samira i Stefan Wenzel faktycznie znikają za prześcieradłem i oddają przestrzeń samym lalkom, ale chwilę później zakładają maski, wchodzą w dialogi z obiektami trzymanymi w dłoniach, by za moment przekształcić scenę w miniaturowy teatr makiet. Postaci funkcjonują tu w chmurach, w zabawkach, w maskach i miniaturowych formach – dynamika zmian jest zawrotna, a dopełniają ją wplecione utwory muzyczne na żywo z akompaniamentem gitary.


Ogromna w tym zasługa samych wykonawców. Samira Wenzel ze swoją energią, promiennym uśmiechem i sceniczną charyzmą hipnotyzuje od wejścia. Z kolei Stefan Wenzel w żadnym momencie nie ustępuje jej kroku – między tą dwójką widać zgranie, sceniczną chemię i porozumienie wypracowane przez lata wspólnej pracy. To lekki, bezpretensjonalny popis aktorskiego rzemiosła, zamknięty w zwięzłej, godzinnej formie. Dla mnie to spektakl świeżości, odwagi i humoru. Niezwykle dynamiczny i zabawny.


"Eurydyka" - Festiwal Lalka też Człowiek

źródło: instagram: @festiwallalkatezczlowiek


Czy wszystko zagrało idealnie? No nie. Ale takich sztuk właściwie nie ma. Spektakl grany był po angielsku – o czym próżno było szukać jasnej informacji przed wejściem na salę. Prędzej bym się spodziewała wersji niemieckiej z polskimi napisami. W tym przypadku, twórcy sztuki lub organizatorzy postanowili wyświetlać polskie napisy… wybiórczo. Tego zabiegu zupełnie nie rozumiem: albo tłumaczymy całość, dając widzom pełny komfort odbioru żartów słownych, albo rezygnujemy z nich wcale, zakładając odpowiednią znajomość języka obcego u odbiorcy. Rzucanie napisów od przypadku do przypadku po prostu niepotrzebnie rozpraszało.


"Eurydyka" - Festiwal Lalka też Człowiek

Organizatorom na pewno polecałabym też pełniejsze dokumentowanie wszystkich sztuk na stronie festiwalu. Przez cały czas trwania XX edycji niestety nie pojawiły się choćby plakaty, czy zdjęcia zapowiadające konkretne sztuki. Myślę, że takie zapowiedzi w formie zdjęć czy materiałów wideo dodatkowo pomogłyby w promocji wydarzenia.


Mimo drobnego potknięcia z tłumaczeniem, „Poszukiwana Eurydyka” to spektakl, który idealnie wpisuje się w to, co w teatrze lubię najbardziej: zero nudy, ogromna dynamika, wielki luz, mnóstwo dowcipu, muzyki i fantastycznego pomysłu na ogranie klasyki. Wyszłam ze Służewskiego Domu Kultury z szerokim uśmiechem. Na karteczce, którą otrzymałam zaznaczyłam, że sztuka była "bardzo dobra".


Dziękuję za #zaproszenie!


KulturoNIEznawczyni


Podoba Ci się moja twórczość?

Zobacz, jak możesz wesprzeć moją stronę!

postaw kawę - baner

tagi: Eurydyka Festiwal Lalka też Człowiek recenzja, teatr lalek, dla dorosłych, teatr, festiwal, recenzje, zapowiedzi, warszawa

Komentarze


bottom of page