top of page

Cezary Ponttefski - „Kontent” | Czy stand-up na trzeźwo ma sens? [recenzja][opinia]

  • 2 dni temu
  • 3 minut(y) czytania

Kto czyta wszystkie moje artykuły, tego na pewno nie ominęła wiadomość, że nie jestem wielką fanką stand-upu. Tak, tak, nie jestem, rzadko bywam, nie znam się, więc tym bardziej dzisiaj chętnie się wypowiem. Zazwyczaj wolę inne formy teatralne, ale tak się tym razem stało, że trafiłam zupełnym przypadkiem na występ Cezarego Ponttefskiego. Wychodzę z założenia, że w życiu przypadki są po coś i z takich zaproszeń od losu, czy też w tym przypadku od brata, trzeba korzystać. Zdecydowałam się więc sprawdzić, co słychać w świecie polskiego stand-upu i... czy da się dobrze bawić, gdy nikt nie polewa piwa.


Miejsce akcji ma tutaj kluczowe znaczenie. Czym innym jest stand-up w dusznym, kameralnym Klubie Komediowym, a czym innym występ na deskach teatru (w tym przypadku Teatru Komedia). Różnica jest prozaiczna, ale fundamentalna: widzowie nie mają w ręku butelki z piwem. Co więcej, nie ma też przerw na uzupełnienie trunków przy barze. Przychodzą trzeźwi i wychodzą też bez promili we krwi. Rozumiecie to? To tak w ogóle można?


No właśnie - publiczność przychodzi na trzeźwo i na trzeźwo wychodzi. W Klubie Komediowym, gdzie byłam ostatnio przy okazji stand-upu pań: Chcachulskiej, Jaźnickiej i Kosik, procenty szumiały w głowach widzów, a ludzie śmiali się ze wszystkiego. Z tego, co nie było śmieszne - też. Jak wiadomo, gdy ktoś wypije za dużo, spirala śmiechu nakręca się sama, a pojedyncze "wstawione" osoby potrafią zrobić atmosferę samym swoim chichotem.


Od razu zaznaczam, żeby nie zostać posądzoną o cokolwiek - ja zawsze na trzeźwo oceniam sztuki, koncerty i stand-upy. Nikt mi za to nie płaci, ale profesjonalizm trzeba zachować. I ogólnie to nie piję alkoholu, jak to mówią - dla zdrowotności. Nie jest więc to dla mnie żadna różnica, jeśli chodzi o odbiór, ale jestem człowiekiem bacznie obserwującym, więc wiem, że są osoby, którym brak alkoholu na stand-upie może przeszkodzić. Przechodzimy więc do konkluzji tego całego wywodu - w teatrze stand-uper staje przed znacznie trudniejszym zadaniem: musi obronić się jakością żartu, a nie tylko atmosferą imprezy. Czy to się udało?


Cezary Ponttefski - „Kontent”

Zanim na scenę wszedł główny bohater, musieliśmy przebrnąć przez support (nazwiska litościwie nie zapamiętałam). I tu szału nie było. Stand-uper mocno chwytał się interakcji z pierwszym rzędem, co jest typowym zabiegiem, ale trzeba umieć wycisnąć z tego jakieś perełki. Tutaj ich jednak trochę zabrakło.


Były momenty lepsze i śmieszne - nie powiem, że nie, ale też były chwile przestoju i zdecydowanie za dużo przekleństw. Nie zachwyciła mnie też mocno pocięta narracja. Historie były rzucane na zasadzie "a coś tam, a później to coś tam", bez żadnego spoiwa. Brakowało płynnego przejścia z tematu na temat. Może nie było to jakieś najgorsze, ale też nienajlepsze (ta nowa pisownia "nie" z przymiotnikami w stopniu najwyższym jest okropna bleee). Na pewno support ma to do siebie, że można fajnie się zaprezentować, aby zwrócić na siebie uwagę i przechwycić trochę fanów głównego występującego na swoją stronę. Mnie tu nikt nie przechwycił. Było więc znośnie, ale bez fajerwerków.


Cezary Ponttefski - „Kontent” Teatr Komedia

źródło: mat. własne


Po krótkim wprowadzeniu w klimat przez tajemniczego stand-upera, na scenę wszedł Cezary Ponttefski ze swoim najnowszym programem "Kontent". I tak, od razu poczułam różnicę klas. Jego historie miały to, czego brakowało poprzednikowi: strukturę. Wszystko się tu łączyło, miało ręce i nogi. Cezary potrafił rzucić temat, odejść od niego, by po chwili wrócić z puentą, która spinała całość klamrą.


Tytułowy "Kontent" był punktem wyjścia do różnorodnych rozważań. Było o 10 typach gości na imprezie (jak się okazało byłam jednym z nich), były trafne wstawki o TikToku, mediach społecznościowych i relacjach na linii babcia-narzeczona. Co niezwykle ważne - obyło się bez żenady, której tak bardzo obawiam się przy wychodzeniu na stand-up. Ponttefski ma w sobie sceniczny luz, nie musi silić się na wulgarność, żeby utrzymać uwagę widza, czy iść w monotematyczne tematy relacji damsko-męskich. Trzymał poziom i to było po prostu fajne.


Cezary Ponttefski - „Kontent”

źródło: kadr z filmu, Kino Helios


Bawiłam się dobrze. Czy zrywałam boki ze śmiechu? Nie. Czy płakałam, ocierając makijaż? Też nie (to zdarzało mi się tylko na Kabarecie Hrabi). Niemniej w przypadku tego stand-upu mówimy o solidnej, jakościowej robocie, która wywołała u mnie szczery uśmiech i zadowolenie. Było kilka bardzo dobrych żartów, było kilka nieco gorszych.


Doszły mnie słuchy, że Ponttefski miał w karierze lepsze programy. Być może. Ale ten występ zaliczam do pozytywnych doświadczeń. Wciąż nie zostałam psychofanką stand-upu, ale na pewno się nie zraziłam. Będę szukać dalej tej jednej osoby, która sprawi, że spadnę z krzesła. Póki co - Cezary dobrze się postarał, by mnie do tej formy przekonać.


Można komentować ten wpis: kto jest Waszym ulubionym stand-uperem? Kogo występy szczególnie polecacie?


KulturoNIEznawczyni


Podoba Ci się moja twórczość?

Zobacz, jak możesz wesprzeć moją stronę!

postaw kawę - baner

tagi: Cezary Ponttefski Kontent recenzja, opinia, opinie, ocena, czy warto, czy dobry program, bilety, gdzie grają, Warszawa, stand up polska, polski stand up, Czarek, Ponti, kulturonieznawczyni

Komentarze


bottom of page