top of page

"Być jak czterdziestolatek" - Teatr Telewizji | To zupełnie inny Stefan! [recenzja]

26 minut temu
3 minut(y) czytania

W powietrzu czuć jesień, sezon teatralny w budynkach kultury na nowo rozpoczęty, ale ten telewizyjny również nie próżnuje. Za nami pierwsza premiera z udziałem "Króla Maciusia Pierwszego", a już dzisiaj na ekranach pojawił się zupełnie inny spektakl. Taki już niekoniecznie dla tych najmłodszych, lecz nieco starszych widzów. A mowa o sztuce Teatru Telewizji "Być jak czterdziestolatek". Chyba każdemu z nas wiek ten kojarzy się ze wspaniałym serialem z lat 70. I bardzo dobrze się kojarzy!


Bo dokładnie o to twórcom chodziło. Tu Stefan i tam Stefan, ale to zupełnie inne postaci. I pewnie taki był tego zamysł, żeby pokazać, jak bardzo świat się zmienia i jak inne życie może prowadzić współczesny czterdziestolatek od tego, które prowadził inżynier Karwowski. Oryginalny Stefan Karwowski budujący Trasę Łazienkowską i Dworzec Centralny, był prawdziwym filarem społeczeństwa. Miał stabilną posadę, szanowany status, świetnego przyjaciela i pełną rodzinę z dorastającymi dziećmi. Ta życiowa baza była u Karwowskich po prostu twarda i nienaruszalna.


"Być jak czterdziestolatek" - Teatr Telewizji

Współczesny Stefan (Mateusz Znaniecki) z najnowszego spektaklu „Być jak czterdziestolatek” to zupełnie inna, o wiele bardziej gorzka bajka. Jest rozwiedziony (lub w separacji, bo w sumie tego chyba nie wiemy), pracuje jako freelancer-montażysta, którego ojciec wprost straszy, że zaraz zastąpi go sztuczna inteligencja, i bywa głównie weekendowym tatą dla 7-letniej Zosi.


Widać, że wszystko go potężnie przytłacza: niekończący się remont, niepewność jutra, napięte relacje z byłą partnerką, obecną partnerką, córką, rodzicami. To co bardzo widać i to co bardzo odczułam to to, że jest zrzędliwy, niemiły i permanentnie zmęczony. Ciekawym, jasnym punktem w tym chaosie jest jego nowa partnerka – Paula. To ona, podczas panicznego poszukiwania stroju na szkolne przedstawienie, zachęca Zosię, by zamiast nudnego drzewa została tym, kim naprawdę chce – i w ten sposób na scenę wkracza mała księżniczka. Scena uuurocza!


"Być jak czterdziestolatek" - Teatr Telewizji

źródło: M. Bacewicz i D. Kocur „Być jak czterdziestolatek”, reż. Damian Kocur (fot. J. Dacka/TVP)


Klimat tego spektaklu to wehikuł czasu. Twórcy świetnie oddali ducha kultowego „Czterdziestolatka” – widać to w specyficznych barwach nagrania, a przede wszystkim w charakteryzacji głównego bohatera. Jego fryzura, ikoniczny wąs i mieszkanie z łukami (prawdziwy symbol prestiżu PRL-u, obecny również w domu Karwowskich) robią rewelacyjną robotę. Postaci drugoplanowe nie wybijają się z tego świata, zachowując spójność, a w tle przygrywa nam słynna, oryginalna piosenka śpiewana przez Andrzeja Rosiewicza. W tym momencie pochwalę się, że cały serial "Czterdziestolatek" oglądałam od deski do deski jakoś rok temu. I oczywiście bardzo, bardzo polecam go szczególnie moim młodszym czytelnikom. Zamiast klikać w nieskończoność netflixowe nowości, warto sprawdzić takie perły polskiej telewizji. A mamy kultowych seriali wiele i warto je znać!


Iluzja teatru niestety pęka, gdy wychodzimy na zewnątrz. Zamiast czerwonego malucha, nowy Stefan zamawia taksówki przez smartfona. Zdecydowanie jest fanem zmawianych przejazdów, choć nie jest zbytnio miły dla niepolskojęzycznych kierowców. Kiedy jeden z przejazdów zostaje anulowany, wsiada z córką na hulajnogę elektryczną. Choć Zosia ma kask, to jednak to skrajnie nieodpowiedzialne, aby jeździć na hulajnodze w dwójkę. Hulajnoga elektryczna to pojazd stricte jednoosobowy, a przewożenie na niej dzieci czy jazda we dwójkę jest nie tylko zabroniona, ale i zwyczajnie niebezpieczna. To tak na marginesie. Stefan po prostu jest nieodpowiedzialny, pfff, co za gość. Jednak mimo wszystko dzięki temu udaje im się dotrzeć >prawie< na czas na spektakl, w którym Zosia gra kasztanowca.


A jeśli Wy spóźniliście się na premierę tej sztuki, to nadrobić ją możecie pod tym linkiem:


"Być jak czterdziestolatek" - Teatr Telewizji

źródło: M. Bacewicz i D. Kocur „Być jak czterdziestolatek”, reż. Damian Kocur (fot. J. Dacka/TVP)


Mój zarzut dotyczy jednak samej formy. Kiedy akcja przenosi się w plener, ramy Teatru Telewizji już całkowicie się rozmywają. Gdyby ktoś włączył ekran w połowie takiej sceny, pomyślałby, że ogląda kolejny obyczajowy serial. Jako stara, klasyczna dusza tęsknię za jednością miejsca, za surowością sceny. Wiem, że czasy stacjonarnych, studyjnych dekoracji i nagrywania sztuki prosto z teatru jakoś przeminęły, ale wciąż marzy mi się, żeby Teatr Telewizji był bardziej "teatrem" niż "telewizją". Wzorem mogłyby być transmisje z Met Opera Live mamy tam filmowe zbliżenia na mimikę, ale wciąż czujemy, że obcujemy z żywą sztuką, bo jest to nagranie prosto z budynku. No ale to takie moje gadanie.


Mimo moich małych narzekań, „Być jak czterdziestolatek” to kolejna solidna pozycja prezentowana przez Teatr Telewizji. Sezon 2026/2027 rozpoczął się świetnie, a otwierający go spektakl "Król Maciuś Pierwszy" pobił wszystkie ubiegłoroczne wyniki. Spektakl ten obejrzało prawie 565 tysięcy widzów (w momencie najwyższej oglądalności – prawie 765 tysięcy widzów). W tym miejscu moje szczere gratulacje dla twórców i zapewniam, że w dalszym ciągu będę uważnie śledzić najnowsze premiery Teatru Telewizji w tym sezonie.



KulturoNIEznawczyni


Podoba Ci się moja twórczość?

Zobacz, jak możesz wesprzeć moją stronę!

postaw kawę - baner

tagi: Być jak czterdziestolatek Teatr Telewizji recenzja, premiery teatru telewizji, recenzja, opinia, opinie, czy warto, o co chodzi z teatrem telewizji

Komentarze


bottom of page