"Wojna nuklearna” - Annie Jacobsen z przerażającym możliwym scenariuszem [recenzja]
Zapytano kiedyś Alberta Einsteina, jakiej broni ludzie użyją podczas trzeciej wojny światowej. Miał odpowiedzieć: „Nie wiem, jaka broń będzie użyta w trzeciej wojnie światowej, ale czwarta będzie na kije i kamienie”. Już minęło wiele lat odkąd pierwszy raz miałam styczność z tym cytatem. Czym bardziej świadoma i dojrzała się robię, tym bardziej ten cytat do mnie przemawia i tym bardziej przeraża mnie jego prawdziwość. Dopiero jednak lektura książki „Wojna nuklearna. Możliwy scenariusz” autorstwa Annie Jacobsen sprawiła, że to zdanie uderzyło mnie z pełną siłą. Dzisiaj kilka słów o najtrudniejszym temacie świata. Dzisiaj rozmawiamy o wojnie nuklearnej.
Jeśli szukacie lekkiej i przyjemnej książki na jesienny wieczór, to słabo trafiliście. „Wojna nuklearna. Możliwy scenariusz” to nie jest literatura faktu, którą czyta się do poduszki z kubkiem herbaty i uśmiechem na twarzy. Wręcz przeciwnie, jest to bowiem chłodny zapis tego, jak dwanaście tysięcy lat ludzkiej cywilizacji przestaje istnieć w zaledwie kilkadziesiąt minut. I czytamy o tym minuta po minucie. Kilkaset stron, a właściwie od wybuchu bomby mija raptem kilkanaście minut. Wszystko zamienia się w zgliszcza.

To, co warto docenić, to fakt, że autorka nie bawi się w tanie political fiction. A trochę się tego zawsze obawiam przy tematach katastroficznych. Profesjonalizm w tym dziele widać już po samym aparacie badawczym – bibliografia, wywiady z decydentami, wojskowymi i naukowcami oraz drobiazgowe przypisy zajmują w tej książce siedemdziesiąt stron. To potężna baza faktograficzna, która udowadnia, że Jacobsen nie snuje domysłów z sufitu, ale drobiazgowo rekonstruuje procedury, które światowe mocarstwa przygotowały na dzień ostateczny. Jest to autorka szanowana, o czym może świadczyć to, że była finalistką Nagrody Pulitzera.
Już punkt wyjścia w tej pozycji jest porażający i może wywoływać ciarki na plecach. Jacobsen przypomina liczby, które wykraczają poza możliwości percepcyjne zwykłego człowieka: w 1967 roku Stany Zjednoczone posiadały w swoim arsenale aż 31 255 głowic jądrowych. Dziś, po dekadach traktatów rozbrojeniowych, w magazynach USA pozostaje „zaledwie” około 3–4 tysięcy bomb. Skala zniszczeń wciąż jednak pozostaje absolutna, bo zrzucenie jednej nowoczesnej głowicy na aglomerację taką jak Nowy Jork to natychmiastowa śmierć nawet dziesięciu milionów ludzi. Cała współczesna architektura bezpieczeństwa opiera się na paradoksie doktryny odstraszania – posiadamy broń zagłady po to, by nikt inny nie odważył się jej użyć w naszym kierunku. Niestety tak działa świat wojny i jest to przerażające.
„Wojny nuklearnej nie da się wygrać i nie wolno jej prowadzić” ~Ronald Reagan
Książka pokazuje sekunda po sekundzie, minuta po minucie, co dzieje się, gdy staje się to, czego wielu z nas boi się obecnie najbardziej. Autorka przytacza choćby historyczne założenia amerykańskiego planu zmasowanego ataku wyprzedzającego (SIOP): uderzenie całym arsenałem w Związek Radziecki miałoby zabić 275 milionów ludzi w pierwszej godzinie, kolejne 325 milionów w ciągu pół roku wskutek opadu promieniotwórczego, a setki milionów niewinnych ofiar zginęłyby w krajach ościennych, takich jak Chiny, tylko dlatego, że wiatr poniósłby chmury radioaktywnego pyłu w ich stronę. Dostajemy bardzo szczegółowe opisy działania rządu amerykańskiego. Dowiadujemy się, kto jest odpowiedzialny za konkretne decyzje, jakie procedury rozpoczynają informacje o zagrożeniu wojną atomową.

Najbardziej paraliżujący w scenariuszu Jacobsen jest wybuch i fakt, jak szybko wszystko się dzieję od pierwszego wystrzału. Prezydent USA na podjęcie decyzji o kontrataku nuklearnym ma… zaledwie kilka minut od pierwszego ostrzeżenia. Żadne radary ani satelity nie są w stanie określić, jaką głowicę – konwencjonalną czy jądrową – niesie międzykontynentalny pocisk balistyczny (ICBM), dopóki nie nastąpi detonacja. Decyzje podejmuje się więc na ślepo, w ułamku sekundy, pod presją uciekającego czasu, z wykorzystaniem prezydenckiej „futbolówki” (walizki z planem działania w sytuacjach awaryjnych) i mobilnych punktów dowodzenia w „samolotach dnia zagłady”.
Dodatkowo książka obnaża słabości technologii. Podczas gdy USA dysponuje stacjonarnymi silosami o znanych koordynatach, Korea Północna operuje trudnymi do namierzenia mobilnymi wyrzutniami. Jeszcze gorszy obraz wyłania się z analizy rosyjskich systemów wczesnego ostrzegania – w przeciwieństwie do amerykańskich satelitów „patrzących w dół”, systemy rosyjskie śledzą horyzont pod kątem, co sprawia, że zwykłe chmury czy odbicia promieni słonecznych potrafią wywołać fałszywy alarm. Generał Robert Kehler, były dowódca STRATCOM, przestrzega wprost: „Rosja to jedyny kraj na świecie, który może zniszczyć USA w ciągu zaledwie kilku godzin”. Jeśli tak faktycznie jest, to obawa o pomyłkowy atak jest okrutnie przerażająca.
W scenariuszu Jacobsen amerykańska odpowiedź rakietowa na atak z Pjongjangu musi fizycznie przelecieć nad terytorium Rosji. W warunkach zerwanej łączności i paranoi wojennej taka trajektoria niemal automatycznie wciąga do konfliktu trzecie mocarstwo, zamieniając regionalną katastrofę w globalne unicestwienie.

Czy w tej reporterskiej rekonstrukcji wszystko zagrało idealnie? Miejscami w narrację wkradały się momenty, które trąciły przesadnym hollywoodzkim dramatyzmem – jak choćby wątek prezydenta USA wyskakującego awaryjnie z samolotu i lądującego na pustkowiu i odciętego w dzikim lesie. Czasami trudno też uwierzyć w całkowity brak jakiejkolwiek dyplomatycznej łączności między mocarstwami. Te drobne uproszczenia dramaturgiczne nie zmieniają jednak ogólnego wydźwięku książki.
„Wojna nuklearna. Możliwy scenariusz” to lektura skrojona wręcz pod mroczny, jesienny czas, bo przedstawiona w niej wizja jest zwyczajnie przerażająca. Nie chodzi o to, by paranoicznie bać się każdego szelestu na niebie – chcę wierzyć, że świadomość nieodwracalnych skutków wciąż powstrzymuje przywódców przed wykonaniem tego najgorszego możliwego kroku. Warto jednak wiedzieć, na jak cienkim lodzie stoi nasza cywilizacja. To książka, która sprowadza na ziemię. Nie powiem, że lektura obowiązkowa, ale warta przeczytania.
KulturoNIEznawczyni
Podoba Ci się moja twórczość?
Zobacz, jak możesz wesprzeć moją stronę!
tagi: Wojna nuklearna Annie Jacobsen recenzja, literatura, książka katastroficzna, co robić w razie wybuchu wojny atomowej, nuklearnej, książka o wojnie atomowej, książka o wybuchu bomby nuklearnej, recenzje literackie, recenzje książek




Komentarze