"W roli głównej Irena Santor" w Mazowieckim Teatrze Muzycznym. Wieczór elegancji i wzruszeń [recenzja]
- 12 minut temu
- 5 minut(y) czytania
Są takie wieczory, które sprawiają, że czujemy, że świat stał się odrobinę lepszym, bardziej kulturalnym i eleganckim miejscem. Tak właśnie było podczas wydarzenia „W roli głównej Irena Santor” w Mazowieckim Teatrze Muzycznym im. Jana Kiepury. I choć oczywiście kupowałam bilet tylko i wyłącznie z myślą o spotkaniu z legendą polskiej piosenki, to zachwyciła mnie nie tylko ona, ale i cała oprawa tego wieczoru – od pierwszego dźwięku pianina w foyer, przez wykonania artystów, aż po ostatni ukłon.
Zacznijmy od tego, co działo się jeszcze przed wejściem na widownię. Zawsze staram się do teatru przychodzić na około 15-20 minut przed rozpoczęciem wydarzenia. Daje to możliwość wejścia do pięknego miejsca ze spokojem i złapanie oddechu jeszcze przed rozpoczęciem sztuki bądź koncertu. Dzięki temu, że w Mazowieckim Teatrze Muzycznym pojawiłam się wcześniej, mogłam docenić również przygotowanie tego miejsca do wydarzenia. Ogromny plus dla teatru właśnie za wprowadzony klimat! Czekanie na spektakl umilała muzyka na żywo – utalentowany pianista grał utwory Ireny Santor, co było przepięknym wprowadzeniem w nastrój. Jak widać, nie trzeba wiele: dobry repertuar, instrument, pianista i nagle zwykłe oczekiwanie staje się przyjemnością.
Do tego przestrzeń MTM pozwala na ten mały, ale jakże ważny luksus: można usiąść, wypić kawę i zjeść coś słodkiego. Wiadomo, że są osoby, które lubią oczekiwać na kulturę z sernikiem na talerzu. To sprzyja rozmowom i dzieleniu się opiniami, jeszcze zanim wejdziemy zająć swoje miejsce na publiczności.

W roli głównej Irena Santor. I tak, nazwa wydarzenia oddaje to, czego byliśmy świadkami. Pani Irena była zdecydowanie główną postacią tego koncertu, mimo że to nie ona wykonywała utwory. Mieliśmy za to ogrom wspaniałych historii, wspomnień, którymi niezwykle chętnie dzieliła się ze zgromadzoną publicznością. Irena Santor jest w formie, której można tylko pozazdrościć – zarówno fizycznej, jak i psychicznej.
Myślę, że śmiało moglibyśmy wprowadzić do słownika nowy związek frazeologiczny "Być jak Santor" w kontekście klasy i elegancji. Dla mnie pani Irena to właśnie definicja klasy. Sposób, w jaki mówi, jej nienaganna dykcja, modulacja głosu, a nawet to, w jakiej odległości trzyma mikrofon – to wszystko pokazuje lata scenicznego doświadczenia, ale też wrodzoną elegancję. Jak powiedziano tego wieczoru, jest po prostu pięknym człowiekiem – pełna zadowolenia z życia i pokory wobec drogi, którą przeszła i chętna na kolejne spotkania z wiernymi fanami jej talentu i osobowości.
Takich osób bardzo chętnie się słucha, z takimi osobami chce się przebywać, takie osoby chce się mieć w swoim najbliższym otoczeniu. Jeśli więc, ktoś jeszcze się dziwi, że gdy widzę na wydarzeniu nazwisko Ireny Santor to od razu kupuję bilet, niech sam raz pójdzie na taki koncert i się przekona jak magnetyczna i pełna uroku jest to kobieta. Czaruje głosem i osobowością.

źródło: mat. Mazowieckiego Teatru Muzycznego, fot. Rafał Latoszek
Gospodarzami spotkania byli Monika i Grzegorz Wasowscy. I niestety, muszę to powiedzieć: wydawali mi się nieco nieprzygotowani, a ich prowadzenie opierało się na szukaniu pytań na kartkach. Czuć było pewną sztywność i formę wywiadu, która przy tak otwartej gwieździe była zbędna.
Może moja opinia jest nadto krytyczna, ale mam porównanie z koncertem w Rzeszowie (z zespołem Polyphonics), gdzie rozmowę z Panią Ireną prowadził Andrzej Poniedzielski. Tam czuć było, że to rozmowa dwojga serdecznych znajomych – pełna ciepła, humoru, bez cienia wymuszoności. Danie pełnej przestrzeni wypowiedzi i lekkie dopytywanie o szczegóły. Tutaj tego luzu trochę mi brakło. Na szczęście Irena Santor to samograj – jej historie i opowieści płyną naturalnie i nie trzeba artystki zachęcać, by oczarowała publiczność. Na tym więc się skupiłam i dzięki temu ten wieczór był tak szalenie udany.

źródło: mat. Mazowieckiego Teatru Muzycznego, fot. Rafał Latoszek
Choć Pani Irena zaśpiewała osobiście tylko fragmenty dwóch piosenek (w tym najnowszą, o której za chwilę), wieczór wypełnili inni znakomici artyści. Swoim głosem i pięknymi wykonaniami utworów z tekstami Jerzego Wasowskiego czarowali Agnieszka Kowaluk oraz Piotr Zubek. Wokaliści wspomagani byli przez pianistę Michała Jurkiewicza, który odpowiadał również za aranżację prezentowanych utworów. Dźwięk instrumentów smyczkowych dochodził do naszych uszu za sprawą znanej i lubianej Grupy MoCarta. Czwórka muzyków zaprezentowała się tego wieczoru w nieco zmienionym składzie, ale pani zastępująca Bolesława Błaszczyka poradziła sobie świetnie.
Jeśli ktoś zapytałby mnie o najbardziej wzruszający moment tego wydarzenia, bez zastanowienia odpowiedziałabym - „Walc Embarras”. Wykonała go swoim pięknym sopranem Agnieszka Kowaluk. Zaaranżowano tę piosenkę w sposób niezwykle poruszający; jej śpiew połączono z nagraniem z pamiętnego wykonania Ireny Santor i Zbigniewa Wodeckiego. W momentach partii Wodeckiego światło padało na puste miejsce na scenie, jakby artysta tam stał... Przyznam szczerze, miałam ciarki i myślę, że nie tylko mi zakręciła się łezka w oku. To był hołd pełen szacunku i emocji. Bardzo poruszający moment, ale też nieprzekombinowany. Majestatyczne wykonanie.
Zresztą, klasa Agnieszki Kowaluk była widoczna na każdym kroku – te delikatne ukłony w stronę Pani Ireny przed i po każdym występie. Przy każdym wejściu na scenę Agnieszka Kowaluk zwracała się w kierunku Ireny Santor, a następnie do widzów. Tak samo było po wykonaniu wszystkich utworów. Małe gesty, a budują wielką kulturę sceniczną. Dla mnie takie zachowanie to piękne oddanie szacunku osobie, dzięki której wszyscy tego wieczoru spotkaliśmy się w teatrze.
Piotr Zubek również zachwycił – piękną barwą głosu i interpretacją utworów, za co zebrał zasłużone pochwały od samej Mistrzyni. Warto zwrócić uwagę na tego młodego wokalistę. Mamy tu bowiem duży talent i przepiękny głos, który może oczarować w wielu piosenkach.

źródło: mat. Mazowieckiego Teatru Muzycznego, fot. Rafał Latoszek
Finał należał do nowości. Najpierw zobaczyliśmy teledysk, a potem usłyszeliśmy na żywo utwór „Bo gdy zima w Warszawie”. Muzykę skomponował Michał Jurkiewicz, a słowa napisał Grzegorz Wasowski. To przepiękna piosenka z poetyckim tekstem – towarem deficytowym we współczesnej muzyce. Żartobliwy wstęp jest niesamowicie urokliwy, a wykonanie na żywo brzmiało jeszcze lepiej niż w internecie. Zabrakło mi jedynie, by Grzegorz Wasowski opowiedział o tym utworze nieco więcej w trakcie koncertu, skoro był na scenie jako prowadzący i autor tekstu.
Wieczór minął ekspresowo, ale wychodzę z lekkim niedosytem repertuarowym. Usłyszeliśmy głównie utwory Wasowskiego, często takie, których Santor nawet w swoim życiu nie śpiewała, a były pisane z myślą o niej. Trochę brakowało mi tych największych, sztandarowych szlagierów, z którymi kojarzymy Artystkę.
I najważniejsze: chciałoby się, żeby Pani Irena śpiewała więcej. Tak ciepłego głosu nie ma nikt inny. Mam wciąż cichą nadzieję na kameralny recital, gdzie usłyszymy ten niepowtarzalny mezzosopran w pełnym wymiarze. Bo tego głosu chce się po prostu więcej i więcej. Mam dużą wiarę w to, że będzie mi dane na taki pełnoprawny koncert Ireny Santor się kiedyś wybrać.

źródło: mat. Mazowieckiego Teatru Muzycznego, fot. Rafał Latoszek
Podsumowując krótko, to był bardzo sympatyczny, ciepły, piękny wieczór. Mimo drobnych uwag do prowadzenia, spotkanie z Ireną Santor to zawsze uczta dla ducha. Jeśli macie okazję zobaczyć tę artystkę na żywo – idźcie bez wahania. Choćby po to, by zobaczyć i usłyszeć, jak wygląda prawdziwa elegancja, która nie przemija, lecz rozkwita z wiekiem.
KulturoNIEznawczyni
Podoba Ci się moja twórczość?
Zobacz, jak możesz wesprzeć moją stronę!
tagi: W roli głównej Irena Santor Mazowiecki Teatr Muzyczny Recenzja, opinia, opinie, opis, Santor, wykonawcy, wieczór z Santor, koncert Ireny Santor 2026, kulturonieznawczyni, kulturoznawczyni, koncerty Ireny Santor



![Koncert jubileuszowy Ireny Santor z zespołem Polyphonics [relacja]](https://static.wixstatic.com/media/f75ff7_cc5b14395d7a4315a441d56dd1a15191~mv2.jpg/v1/fill/w_600,h_850,al_c,q_85,enc_avif,quality_auto/f75ff7_cc5b14395d7a4315a441d56dd1a15191~mv2.jpg)
Komentarze