Maria Czubaszek - "Nienachalna z urody", niewyparzona z języka [recenzja]
- KulturoNIEznawczyni

- 31 gru 2025
- 4 minut(y) czytania
Nigdy nie śledziłam twórczości Marii Czubaszek — nie czytałam jej felietonów, nie wypatrywałam jej wywiadów, nie należałam do grona osób, które z zapartym tchem czekają na jej kolejne cięte riposty w mediach. Moja uwaga skierowała się ku niej dopiero wtedy, gdy zobaczyłam ją w ukochanym przeze mnie improwizowanym serialu „Spadkobiercy”. Jako babcia Maggie była absolutnym fenomenem: celna do bólu, błyskotliwa, często przekraczająca wszelkie granice, ale zawsze autentyczna. Jej humor – oparty na ciętym języku, perfekcyjnym wyczuciu frazy i niepodrabialnej ironii – w tej roli naprawdę lśnił. To właśnie wtedy po raz pierwszy pomyślałam, że warto przyjrzeć się jej bliżej. A po wielu latach trafiłam na książkę "Nienachalna z urody" i zwyczajnie, po ludzku postanowiłam ją przeczytać.
„Nienachalna z urody” to książka, która zaczyna się… dokładnie tak, jak można się tego po Marii Czubaszek spodziewać: od polityki, marudzenia i konsekwentnego deklarowania, czego nie lubi. A jest tego naprawdę dużo. Już na pierwszych stronach autorka wylicza wszystko, co ją drażni: ludzie, więzi rodzinne, dzieci, Kraków, podróżowanie, rozmowy z kobietami, własne imię i nazwisko, a nawet przedmioty, które mąż przynosi do domu. Ta skala negacji robi wrażenie – i potrafi zmęczyć. Ale jednocześnie tworzy portret bohaterki zupełnie innej niż wszystkie: radykalnie szczerej, miejscami nieprzyjemnej, często trudnej do polubienia, ale bez wątpienia autentycznej. I taka była Maria Czubaszek.

Czubaszek, jak sama przyznała, nigdy nie była postacią łatwą. I to widać w każdym fragmencie książki. Pisząc, zdaje się wręcz ostrzegać czytelnika, żeby ten przypadkiem jej nie polubił. I rzeczywiście – ta autobiografia przypomina momentami świadomą próbę zniechęcenia odbiorcy. Czubaszek obnaża swoje słabości, przewinienia, niewygodne epizody i kontrowersyjne poglądy bez cienia sentymentalizmu. Nie żałuje, nie tłumaczy się, nie wstydzi, bo nie czuje, żeby był ku temu powód. Otwarcie wspomina, że nie kochała Wiesława Czubaszka, a za mąż wyszła z rozsądku. Później odegrała scenę zdrady, by móc się rozwieść. Na jego pogrzeb nawet nie poszła. Wieść o jego śmierci skwitowała zdaniem "że każdy w końcu umiera". Trudno czytać te fragmenty bez emocji.
"Niestety z Czubaszkiem było małżeństwo bez miłości i dlatego już przed ślubem myślałam o ewentualnym rozwodzie. Ten związek naprawdę mi przeszkadzał w życiu, zwłaszcza w towarzyskim. Żeby ostatecznie się rozwieść, musiałam odegrać scenę zdrady."
Ale jednocześnie nie sposób odmówić Marii Czubaszek konsekwencji. Całe życie była brutalnie szczera — wobec innych i wobec siebie. Jednym z najbardziej charakterystycznych wątków jest jej absolutna i bezgraniczna miłość do papierosów. Dla mnie - osoby niepalącej to świat kompletnie obcy. Może wręcz szokujący, dziwny, niezrozumiały. Ale przez swoją dziwność ciekawy. Nie oceniam, bo nie w tym jest moja rola.
Czubaszek opowiada o swoim nałogu z czułością, humorem i dumą. Jej priorytety są jasne: lepiej spóźnić się na spotkanie, niż jechać w wagonie dla niepalących. Ta szczerość jest tak radykalna, że aż trudna do skomentowania. Tu nie ma dywagowania. Paliła od siedemnastego roku życia. Przez długi czas były to trzy paczki dziennie.
"Zdarzało mi się spóźnić na umówione spotkanie na drugim końcu kraju, bo się okazywało, że w pociągu, którym mam jechać, nie ma wagonu dla palących. Każdy nałogowiec przyzna, że lepiej się spóźnić, niż męczyć bez dymka."

Satyryczka nie bierze jeńców również wtedy, gdy wypowiada się o kolegach i koleżankach z branży. Kto jej zdaniem by się sprawdził w jej felietonach i dialogach, a kto zrujnowałby jej twórczość? Cóż — lista jest krótka, a komentarze bardzo ostre. Dla Czubaszek talent był sprawą oczywistą: albo ktoś go ma, albo nie. I nie owija w bawełnę. Mówiąc inaczej: bywała bardzo brutalna i nic sobie z tego nie robiła. Tym razem oberwały gwiazdy serialu "M jak Miłość".
"Notabene swoje teksty zawsze pisałam pod konkretne osoby. Tworząc je, wyobrażałam sobie, jak konkretną kwestię powie Wojtek Pokora, Krysia Sienkiewicz, Basia Wrzesińska czy właśnie Irena Kwiatkowska. Gdyby miała wykonywać je pani Cichopek albo bracia Mroczkowie, to nikt nigdy by o mnie nie usłyszał… W ich wykonaniu to byłoby g**no."
W książce przewijają się jednak także osoby, które autorka naprawdę lubiła. Głównie jest to Woody Allen i Artur Andrus. Z miejsc zdecydowanie Warszawa. Niewiele tych "lubień" pada, ale dzięki temu nabierają one wyraźnej wagi. Jeśli Maria Czubaszek cię ceniła i szanowała to już coś. Jeśli lubiła to już pewna forma szaleństwa. Lista ta wydaje się bowiem bardzo krótka.

źródło: Autorstwa Silar - Praca własna, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=15326321
Najmniej przekonujące fragmenty to te polityczne. To raczej lista prywatnych antypatii niż pogłębiona analiza. W książce karmiącej się autoironią, czarnym humorem i demaskowaniem absurdów, polityczna wyliczanka brzmi sucho i nie wnosi wiele refleksji. Myślę, że warto mieć swoje zdanie na temat polityki, bo chyba najgorzej to nie mieć i pożyczać od kogoś. Maria Czubaszek na pewno od nikogo nie pożyczała. Chyba że pieniądze. Ale to od Andrusa.
„Nienachalna z urody” jest też świadectwem upływu czasu. Książka została wydana w 2016 roku. W trakcie lektury łatwo zapomnieć, że Maria Czubaszek odeszła już prawie dekadę temu. Dokładnie 12 maja 2016 roku. Byłam przekonana, że stało się to dopiero co. Obstawiałam, że może w 2020 roku, ale nie, to już niemal dziesięć lat. Jak ten czas pędzi...
W książce pojawia się twórczość pisarki. Bywają opowiadania, historyjki, wiersze. Mi jeden fragment wpadł w oko, więc nim się z Wami podzielę.
" [...]
Z tobą gorzej mi jest niż bez ciebie
Bo gdy jesteś, to później czy prędzej,
Za godzinę, za minut pięć... nie wiem
Ale wiem, że do niego odejdziesz!
Dlatego gdy jesteś tak blisko
Nie cieszy mnie to, bo wiem jedno:
Za chwilę znów skończy się wszystko,
Za chwilę odejdziesz na pewno. [...]"

źródło: Lukasz2, CC BY 4.0 <https://creativecommons.org/licenses/by/4.0>, via Wikimedia Commons
Mimo wszystkich zgrzytów, „Nienachalna z urody” spełnia swoją funkcję: jest portretem Marii Czubaszek takiej, jaką była. Ciętej, szczerej, inteligentnej, niekiedy wulgarnej i odpychającej. Nie jest to autobiografia, którą można pokochać. To autobiografia, którą można… docenić. Za odwagę. Za bezceremonialność. Za brak kokieterii. I właśnie ta surowość sprawia, że książka zapada w pamięć.
Nie sądzę, żeby kogokolwiek ten tytuł przekonał do zmiany opinii o Marii Czubaszek. To osoba, którą się lubiło albo wręcz przeciwnie. Nikogo też nie nakłaniam do sięgnięcia po tę książkę, ale tym artykułem przypominam Wam, że istnieją fenomenalni "Spadkobiercy" i mówię, że taka książka Marii Czubaszek też jest i można ją przeczytać.
KulturoNIEznawczyni
Podoba Ci się moja twórczość?
Zobacz, jak możesz wesprzeć moją stronę!
tagi: Maria Czubaszek Nienachalna z urody recenzja, autobiografia, biografia, relacja, recenzje, opinie, wspomnienia, wspomnienie Marii Czubaszek, czy warto, książka, streszczenie, opis, opinia, kulturoznawczyni, krytyk literacki


![Leje się krew! "Fatalne jaja" Michaiła Bułhakowa [recenzja][opracowanie]](https://static.wixstatic.com/media/f75ff7_55f58cc1b3e04f95ba833f4623ec855c~mv2.jpg/v1/fill/w_426,h_661,al_c,q_80,enc_avif,quality_auto/f75ff7_55f58cc1b3e04f95ba833f4623ec855c~mv2.jpg)
!["Żeby umarło przede mną" - Jacek Hołub | Radźcie sobie sami [recenzja]](https://static.wixstatic.com/media/f75ff7_77b683b429f74b76b183cd3b595241a2~mv2.png/v1/fill/w_352,h_500,al_c,q_85,enc_avif,quality_auto/f75ff7_77b683b429f74b76b183cd3b595241a2~mv2.png)
Komentarze