top of page

"Żar" - Sandor Marai | Pełen emocji monolog o przyjaźni [recenzja]

14 godzin temu
3 minut(y) czytania

Z biletami do teatrów na najpopularniejsze sztuki bywa tak, że znikają w mgnieniu oka i trzeba na nie polować z ogromnym wyprzedzeniem. Ja jeszcze swojego biletu na "Żar" do Teatru Polonia wprawdzie nie mam, ale nie powstrzymało mnie to przed przeczytaniem książki, na podstawie której napisana została sztuka. Spodziewałam się... właściwie niczego się nie spodziewałam. Moja wiedza o tej książce bazowała tylko na zasłyszanych rekomendacjach i informacji z ulotki czytanej podczas którejś z wizyt w Teatrze Polonia. Czyli czysta karta. To o co w tym wszystkim chodzi?


„Żar” Sandora Maraiego to literacka sekcja zwłok dawnej przyjaźni. Fabuła opiera się na jednym wydarzeniu: po czterdziestu jeden latach milczenia, dochodzi do spotkania dwóch starców. Henryk i Konrad - kiedyś najwięksi przyjaciele, dziś obcy sobie ludzie. Ich bezwarunkowa więź pękła podczas pewnego dnia. Konrad zaraz potem zniknął bez śladu, zostawiając Henryka w sieci narastających domysłów. Nic więcej nie powiem, żeby nie zdradzić tego, co czeka was w książce.


"Żar" - Sandor Marai okładka książki

Zamiast mocnej, dynamicznej konfrontacji i taniej dramaturgii z krzykiem bohaterów, Márai serwuje nam niezwykle duszną, jednostronną jednak historię. Konrad przez większość czasu po prostu milczy, stając się niemym świadkiem i swoistym żywym rekwizytem, w który Henryk z chłodną premedytacją uderza kolejnymi falami swojego wywodu. Całość zamienia się w gigantyczny, nieprzerwany monolog o lojalności, kłamstwie, sensie istnienia i morderczych instynktach, które latami kiełkują pod maską nienagannych, arystokratycznych manier.


Nie uświadczycie tu nagłych zwrotów akcji, wybuchów ani prostej satysfakcji, której pełno w popularnych kryminałach. Sandor Marai udowadnia, że prawdziwe, wgniatające w fotel napięcie potrafi kryć się w pauzach, w odmowie udzielenia ostatecznej odpowiedzi i w słowach, które po kilkudziesięciu latach dojrzewania nabrały ciężaru ołowiu, tworząc z powieści gęste, psychologiczne studium rozliczania się z własnymi demonami.


"Żar" - Sandor Marai książka, kadr ze spektaklu

źródło: mat. Teatru Polonia, spektakl "Żar"


Uwaga, w tym akapicie znajduje się mały spoiler

Początek książki rzuca nas w przeszłość bohatera i szczerze mówiąc, długo nie wiedziałam, dokąd to wszystko właściwie zmierza i czego mogę się spodziewać dalej. Dowiadujemy się, że w młodości Henryk miał oddanego przyjaciela, Konrada. Byli nierozłączni, szli ramię w ramię, całkowicie podporządkowując sobie nawzajem swoje życia. I kiedy tak płyniemy przez tę sielankę, nagle w okolicach połowy książki spada bomba: tu byłby spoiler, ale nie będzie. Akcja wreszcie nieco przyspiesza, choć paradoksalnie nadal mamy w głowie więcej pytań niż odpowiedzi. Z czasem z mgły wyłania się sugestia romansu Konrada z Krystyną – żoną głównego bohatera – ale nawet to nie zostaje podane czytelnikowi prosto na tacy.


Henryk czekał ponad czterdzieści lat, aby przygotować się do tego ostatecznego spotkania z przyjacielem z młodości. Tematem konfrontacji miał być dawny, bolesny układ między nimi a Krystyną. Sęk w tym, że zamiast naładowanego emocjami dialogu, dostajemy gigantyczny monolog 75-latka. A to z jednej strony dobrze, a z drugiej może nie do końca.


"Żar" - Sandor Marai książka, kadr ze spektaklu

źródło: mat. Teatru Polonia, spektakl "Żar"


Początkowo ten zabieg mnie fascynował. Obserwowanie, jak starszy człowiek rozprawia się z emocjami, które trapiły go przez dekady samotności. Monolog Henryka to ważna, trudna treść oprawiona w przepiękny język. Jednak im dalej w las, tym mocniej ta jednostronność zaczęła mnie uwierać. Henryk rozwija wątki, skacze po tematach i używa tak rozbudowanych metafor, że w realnym świecie nikt nie dałby rady wysłuchać takiej przemowy. Były momenty, w których jako czytelniczka byłam zmęczona tak rozbudowaną formą. Piękną, ale długą.


"Przecież ty także wierzyłeś, że sensem życia nie jest nic innego niż namiętność, która pewnego dnia przenika nasze serca, dusze i ciała, a potem wiecznie się pali, aż do śmierci? Niezależnie od tego, co w tym czasie się dzieje? A jeżeli to przeżyliśmy, to może nie żyliśmy na próżno? Czy aż tak głęboka, tak zła, tak wspaniała, tak nieludzka jest namiętność?... Może nie dotyczy osoby, lecz jedynie żądzy?... Oto jest pytanie."

Tak, to nie jest książka, w której znajdziecie pościgi, wybuchy czy wielkie zrywy bohaterów. Nie uświadczycie tu też spektakularnego zakończenia. Sándor Márai napisał powieść, która z pewnością podzieli czytelników na dwa obozy. Jedni będą szczerze poruszeni ładunkiem emocjonalnym, który z trudem przechodził przez gardło głównego bohatera. Drudzy uznają, że brakuje tu trochę odpowiedzi drugiej strony i przełamania monologu.


"Żar" - Sandor Marai książka, kadr ze spektaklu

źródło: mat. Teatru Polonia, spektakl "Żar"


Moje odczucia nie zatrzymały się pośrodku. NIe zatrzymały się też na skraju szali. Bywały momenty, w których czułam prawdziwe emocje, ale i takie, gdy było ich znacznie mniej. Bardzo doceniam taką formę, ale przede wszystkim niezwykle pięknie napisaną książkę. Taki język jest bardzo rzadko spotykany i zwyczajnie warto czasem po tego typu literaturę sięgnąć.


Po moich fantastycznych doświadczeniach z Teatrem Polonia, wiem, że potrafi on wyciągnąć z aktora artyzm, a z utworu wszystko to, co najlepsze. Czy spektakl „Żar” okaże się taką artystyczną perełką? Tego dowiem się mam nadzieję już niebawem! Myślę, że książka ta ma ogromny potencjał na teatralną adaptację.


KulturoNIEznawczyni


Podoba Ci się moja twórczość?

Zobacz, jak możesz wesprzeć moją stronę!

postaw kawę - baner

tagi: Żar Sandor Marai recenzja, książka, opinia, streszczenie, o czym jest, teatr, spektakl, krytyk teatralny, krytyk literacki warszawa, kulturoznawczyni, kulturonieznawczyni

Komentarze


bottom of page