"ONY" Alternatywne Studio Aktorskie | Baśń jednak dla dorosłych? [recenzja]
Miewam przemyślenia, że wpadam niekiedy w teatralną rutynę, krążąc po tych samych, dobrze znanych warszawskich scenach. Dlatego tak bardzo ucieszyło mnie zaproszenie na zamknięty pokaz premierowy spektaklu „ONY” do miejsca, którego zupełnie nie znałam. Wychodzę z założenia, że zawsze fajnie jest wyjść poza utarte szlaki i sprawdzić, co w trawie piszczy u młodych, mniej znanych reżyserów i aktorów, którym pomysłów zdecydowanie nie brakuje. Tym bardziej że przestrzeń UTU przy ul. Inżynierskiej, gdzie gra Alternatywne Studio Aktorskie, to miejsce niezwykle kameralne, unikatowe i zapewne wielu z Was o nim nie słyszało. A zdecydowanie warto to zmienić.
„ONY” zaczyna się... dokładnie tak, jak nie powinna zaczynać się żadna klasyczna bajka: od bólu i straty. Tytułowy bohater traci najbliższe mu osoby. Tak, brzmi to jak najczarniejszy dramat psychologiczny. W tym momencie wpadły mi do głowy pewne porównania; bo może to trochę jak "Kraina lodu", a trochę jak "Mały Książę". Idziemy jednak dalej. Chomik też umiera, a ojciec zostawia rodzinę i znika. Ony <porzuc-ony, zagubi-ony, i wiele innych z 'ony' na końcu> wyrusza więc w wielką podróż w poszukiwaniu ojca, życia i samego siebie.
Autorka żongluje słowem, bawi się frazeologizmami i odwraca znaczenia w sposób ironiczny, czasem absurdalny, ale głównie zabawny. To przede wszystkim ta skala abstrakcji robi ogromne wrażenie. I choć dzieci na widowni mogą tego nie zrozumieć (o tym za chwilę), to dorośli wychwytują to drugie, znacznie boleśniejsze, bardziej rozbudowane i skomplikowane dno, a to wielka wartość tej historii. To bowiem opowieść o dorastaniu, oswajaniu samotności i akceptacji tego, że życie często nie układa się według naszego scenariusza. Mimo wszystko, daje nam ono bardzo wiele przeżyć, doznań i pięknych chwil, które warto zauważać i doceniać.

Wspomnę o tym, co mnie urzekło na scenie na warszawskiej Pradze. A jest to kameralność miejsca i strona wizualna sztuki. Twórcy świetnie wykorzystali białe płótno, na którym wyświetlane są różnego rodzaju animacje i gra światła. To bardzo przemyślany zabieg, który dodaje całości dynamiki i uroku. Świetnym posunięciem są również lalki przekazywane z rąk do rąk – główne postaci chłopca i księżniczki są ożywiane przez różnych aktorów (a właściwie głównie aktorki), co dodaje złożoności tej opowieści.
Czy to oby na pewno baśń familijna? ONY Alternatywne Studio Aktorskie recenzja
Oficjalny opis spektaklu głosi, że to familijna opowieść dla widzów od 9. roku życia. I tu mam chyba największe zastrzeżenie. Niekoniecznie jestem sobie w stanie wyobrazić całą grupę dziesięciolatków na tym przedstawieniu. W sztuce zdecydowanie przeważa czerń, brakuje klasycznej liniowości opowiadania i typowo dziecięcego humoru. Przyznam szczerze: sama miejscami lekko gubiłam się w sensie tej historii, więc co dopiero dziewięciolatek?
Twórcy ukryli w tekście sporo „smaczków”, takich jak żarty z aparatów ssąco-gryzących u much czy narzekanie na żylaki. Nie oszukujmy się – ja w wieku dziewięciu lat o żylakach nie miałam zielonego pojęcia. Oczywiście można założyć, że to mrugnięcia okiem do dorosłego widza i dzieci nic nie stracą, jeśli takich perełek ukrytych w tekście nie zrozumieją. Ale co wtedy tak naprawdę dla nich zostaje? Ta historia jest mimo wszystko za mądra i zbyt poważna. Dotyka przemyśleń o świecie, starości, miłości, stracie, śmierci i trudnych relacjach. Dzieci w dużej części tego po prostu nie zrozumieją i, szczerze mówiąc, nawet nie powinny sobie jeszcze tym zawracać głowy.
To mądra i wartościowa sztuka, ale potraktowałabym ją jako piękną baśń dla dorosłych. Oczywiście, współczesne dzieci dojrzewają bardzo szybko, więc może ja się po prostu nie znam – jeśli postanowicie zabrać tam swoje pociechy, koniecznie zapytajcie je po wyjściu o wrażenia. Moim zdaniem jednak to sztuka, na którą wysłałabym przynajmniej dwudziestokilkulatków. I wysłałabym, serio, bo daje ona do myślenia. Jest niesztampowa, niecodzienna, błyskotliwa i bardzo solidnie zagrana.

mat. własne
Premiera przypadła na koniec lipca. A jak lipiec w pełni, to muszę wspomnieć o warunkach na widowni. Tego dnia w Warszawie panował skrajny upał, a w trakcie spektaklu... wysiadła klimatyzacja. Nie ukrywam, że nieco utrudniało mi to skupienie się na treści. Należą się jednak wielkie brawa dla organizatorów, którzy stanęli na wysokości zadania, błyskawicznie ogarnęli sytuację, zrestartowali sprzęt i mimo losowych przeciwności, spektakl udało się dograć do końca.
Podsumowując krótko, „ONY” to projekt nietuzinkowy i na pewno wart Waszego czasu. Pamiętajcie tylko, by pójść tam z odpowiednim, dorosłym nastawieniem. A jeśli zdecydujecie wybrać się na niego z Waszą pociechą – to też super, ale myślę, że odbiór Wasz i Waszej latorośli będzie zupełnie inny. I może to też fajne.

Informacje o spektaklu:
Tytuł: ONY (na podstawie dramatu Marty Guśniowskiej)
Adaptacja i reżyseria: Karol Bijata
Scenografia i kostiumy: Natalia Krynicka
Muzyka: Hubert Walkowski
Obsada: Joasia Puchała, Iwona Kościelniak, Mateusz Baranowski, Aleksandra Majcherska, Aleksandra Cybula, Mariya Sariy, Marika Krajniewska
Produkcja: Alternatywne Studio Aktorskie / ASA
Dziękuję za #zaproszenie!
KulturoNIEznawczyni
Podoba Ci się moja twórczość?
Zobacz, jak możesz wesprzeć moją stronę!
tagi: ONY Alternatywne Studio Aktorskie recenzja, teatr Warszawa, alternatyw, teatry w warszawie, spektakle dla dzieci, baśń w teatrze, kulturonieznawczyni, strona o teatrze, recenzje spektakli teatralnych




Komentarze